Dwa dni z zawodami Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie były dla Justyny Kowalczyk pełne wzruszeń. Znakomita atmosfera i tysiące zakochanych w Kowalczyk kibiców sprawiły, że nasza gwiazda niemal nieustannie była bardzo wzruszona.
W piątek kilka tysięcy fanów Justyny nie miało jeszcze żadnych czysto sportowych powodów do radości - Polka dostarczyła im wielu emocji, ale odpadła już w ćwierćfinale. Za to w sobotę na 10 kilometrów stylem klasycznym pobiegła fantastycznie i zdecydowanie wygrała, pokonując drugą Marit Bjoergen o 36 sekund.
Gdy stało się jasne, że Kowalczyk wygrała bieg i została nową liderką klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, publiczność oszalała z radości. Pięć tysięcy fanów odśpiewało biegaczce z Kasiny Wielkiej "Sto lat".
- Coś niesamowitego! Byłam tak wzruszona, że przez te dwa dni co chwila płakałam - wyznała Kowalczyk w rozmowie z "Super Expressem". Dodała, że po sobotniej wygranej przeżyła prawdziwą burzę emocji, choć nie spodziewała się tego po sobie. Nie zamierzała się jednak wstydzić swojego wzruszenia.
- Odebrałam Puchar Świata w Jakuszycach jako sportowe święto, jako nagrodę. Wiem, że dziennikarze nie są przyzwyczajeni do tego, że ujawniam emocje, ale naprawdę bywam nie tylko złośliwa. Po piętnastu latach mogłam je okazać publicznie. Wiecie dobrze, że nie dbam o wizerunek, więc to nie są puste słowa. Niesamowicie przeżyłam te dwa dni - powiedziała liderka klasyfikacji generalnej PŚ.
Nasza gwiazda dodała, że największe wrażenie zrobiło na niej to, co działo się na trasie biegów na Polanie Jakuszyckiej. - Atmosfera była wspaniała - oceniła.
WP.PL/Super Express/Przegląd Sportowy