Przed zawodami Pucharu Świata w biegach narciarskich w Moskwie trener Justyny Kowalczyk mówił, że trasa sprintu w stolicy Rosji Polce nie odpowiada i o dobry wynik będzie trudno. Tymczasem nasza gwiazda spisała się rewelacyjnie i po raz pierwszy w karierze wygrała sprint techniką dowolną. Kowalczyk uważa, że sprzyjały jej trudne warunki, panujące w czwartek w Moskwie.
Polka w eliminacjach była piąta, ale potem wygrała swoje starty w ćwierćfinale i półfinale. W finale nie najlepiej zaczęła i musiała przebijać się do przodu z szóstej pozycji, ale na mecie i tak była pierwsza, przed Rosjankami Natalią Korostieliewą i Anastazją Docenko.
Choć płaska trasa biegu nie sprzyjała Kowalczyk, to na jej korzyść działały trudne warunki - tępy śnieg uniemożliwił rozwinięcie skrzydeł typowym sprinterkom, a siarczysty mróz (około 15 stopni poniżej zera) zniechęcił wiele innych biegaczek.
Czy na Justynę Kowalczyk będziemy teraz mówić: "królowa miejskich sprintów"? - zapytał Polkę dziennikarz "Przeglądu Sportowego". - Nie, nie! Przecież nie wszędzie będzie minus dwadzieścia stopni. Ale przyznam, że faktycznie, jestem bardzo dobrze przygotowana i miałam świetne narty. Do tego dochodzi rodzaj śniegu, który był w Moskwie bardzo tępy, i typowe sprinterki, które zazwyczaj wykorzystują swoją szybkość, tym razem niewiele mogły zrobić. Dlatego mieliśmy troszkę dziwne podium, ale ja się tylko z tego cieszę - powiedziała Kowalczyk, która dzięki wygranej została nową liderką klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Nad Marit Bjoergen ma 38 punktów przewagi.
WP.PL/Przegląd Sportowy