Rocznica słynnego "meczu na wodzie" Polska - RFN

WP | dodane 2015-07-03 (08:54) 3 lata 1 miesiąc 13 dni 20 godzin i 38 minut temu | 4 opinie
 
We Frankfurcie trenerzy nie szukali słabych stron przeciwnika. Owszem, mieli je zarówno Polacy jak i Niemcy. Ale sztuką było odnalezienie choćby kawałka suchej ziemi, która pozwoliłaby się rozpędzić, rozegrać piłkę. I tę sztukę lepiej opanowali gospodarze mundialu, Niemcy.

Losowanie wygrali Polacy. Czasem ma to znaczenie. Kazimierz Deyna zwykle patrzył na Jana Tomaszewskiego a bramkarz decydował, czy będzie przeszkadzało mu słońce. Tym razem nie było o czym mówić. Deyna po prostu postanowił, że Polacy pierwsi dotkną piłki. "Może przyniesie to szczęście. Trud wyboru piłki niech spadnie na Beckenbauera. Długo można rozważać, czy Deyna postąpił słusznie. Zachodnioniemiecki cesarz futbolu ustawił swoje obronne szyki w największym błocie, a dla akcji Mullera i innych pozostawił przedpole pozornie suche, gdzie jeszcze zieleniła się trawa, gdzie plac nie przypominał zagonów po wiosennych roztopach". Ten opis Macieja Biegi, legendarnego dziennikarza "Sportowca" świetnie oddaje stan boiska, czy raczej grzęzawiska. Tak jak Wembley '73 stało się symbolem wielkiego triumfu w polskim stylu, a więc desperackiej "obrony Częstochowy" przerywanej symbolicznymi bohaterskimi szaleńczymi szarżami, tak Frankfurt '74 jest symbolem utraconej szansy. I naszej domniemanej wielkości. Naszego mistrzostwa świata, którego nigdy nie zdobyliśmy.

Co by było gdyby? Przecież w pierwszej połowie Polska miała przewagę, więc gdyby Lato i Gadocha mogli się rozpędzić... a przecież byli najszybszymi zawodnikami swoich czasów. To oni stracili najwięcej.

"Po pierwsze dla zespołu, który musi atakować, wygrać, przeszkody terenowe są groźniejsze niż dla drużyny zadowalającej się remisem. Po drugie styl gry Polaków oparty na szybkości, na stałym ataku, na długich przerzutach wymagających precyzji potrzebuje boiska suchego i dobrze przygotowanego" - analizował korespondent Sportowca.

I chyba z tą argumentacją można się zgodzić. Mecz rozegrany 3 lipca 1974 roku we Frankfurcie nie miał prawa zostać rozegrany. Nie tego dnia.

- Ten mecz, w takich warunkach, dziś nie miałby szans się odbyć - przekonywał Grzegorz Lato w programie TVP "Biało-czerwone jedenastki", który jest dostępny poniżej.



Kazimierz Górski w swojej autobiografii "Z ławki trenera" wspomina: Frankfurt od samego rana popłynął z deszczem. Nasiąknięty jak gąbka Waldstadion przedstawiał już przed południem widok godny pożałowania. Lało nadal bez przerwy".

Na krótko przed meczem zza chmur wyjrzało słońce i Jan Ciszewski, komentator TVP, wyraził nadzieję, że po pół godzinie sytuacja może się poprawi. O ile oczywiście drenaż jest coś wart.

Tyle że drenaż tego dnia w ogóle chyba nie działał, bo na 45 minut przed rozpoczęciem spotkania jeszcze padało, a murawa nie przyjmowała już wody.

W umysłach polskich kibiców pozostał obrazek skazanych na syzyfową pracę osobników w zielonych dresach pchających przed sobą maszyny do osuszania. Obok strażacy próbują odpompować wodę. Wszystko to wygląda na desperacką próbę ratowania tego co się da. O doprowadzeniu boiska do stanu używalności nie było mowy.

Jak napisała jedna z niemieckich gazet, "żadne zawody Bundesligi nie miałyby prawa odbyć się przy takiej pogodzie". Faktycznie niewiele ten mecz miał wspólnego z tytułem polskiego hitu mundialu Maryli Rodowicz "Futbol, futbol".

Andrzej Strejlau (w książce "Mundial '74. Dogrywka" Karoliny Apiecionek): "Ciężko czasem było przesunąć piłkę o pół metra, bo stawała na wodzie. Musiała być podawana górą, nie można było grać dołem, a jednocześnie ciężko było ją z tej wody wydobyć".

Andrzej Szarmach, który tego dnia pauzował z powodu urazu, w tej samej książce: "Robert Gadocha uciekł po skrzydle, wypuścił sobie piłkę i na pełnym gazie próbował ją dogonić. Piłka stanęła w kałuży a on przeleciał".

Polacy po pierwszej części, w której uzyskali znaczną przewagę, byli chyba zbyt wycieńczeni. Tak można to sobie dziś tłumaczyć. Bo nie byliśmy w tym meczu gorsi. Zresztą nawet już na pomeczowej konferencji prasowej dziennikarze zadawali takie pytania jak: "Jak pan tego dokonał, że po pięciu arcytrudnych spotkaniach Polacy znów rozegrali kapitalną partię" albo "Czy to był wasz najlepszy mecz w mistrzostwach?".

Tyle tylko że nam została legenda, a to Niemcy po zmianie stron znaleźli kawałek może nie suchej, ale jeszcze nie aż tak bagnistej ziemi. Malutki korytarz po lewej stronie boiska, który stał się ich przyczółkiem.

To właśnie stąd przeprowadzili decydującą akcję. Beckenbauer zagrał długą piłkę do Bernda Holzenbeina, ten świetnym podaniem uruchomił Rainera Bonhoffa, który oddał piłkę do Gerda Mullera. A "Der Bomber" nie marnował takich sytuacji. Działo się to 76. minucie. Wcześniej Jan Tomaszewski bronił rzut karny wykonywany przez Uliego Hoenessa.

Oczywiście dziś można spekulować, czy wygralibyśmy ten mecz gdyby... Przed spotkaniem to Niemców postrzegano jako faworytów, to oni mieli w składzie pół kadry Bayernu Monachium, który dopiero co wygrał Puchar Europy, to oni byli kadrowo i piłkarsko najmocniejszą drużyną tego turnieju. W końcu byli też aktualnymi mistrzami Europy. Ale i my mieliśmy swoje atuty, graliśmy w tym czasie piłkę piekielnie szybką, nowoczesną. To był futbol, który inspirował piłkarski świat Tyle że te atuty nam zabrano, albo ograniczono do minimum.

Skrót meczu Polska - RFN:




Wtedy Polacy byli o tym przekonani, dziś też wielu z nich tak sądzi. I mówią o tym z taką nostalgią, jakby pokonanie jednej z największych drużyn w historii, Holandii Rinusa Michelsa i Johanna Cruyffa, miało być zaledwie formalnością...

Polska - RFN 0:1 (0:0)
Gerd Mueller 76

Polska: Jan Tomaszewski - Antoni Szymanowski, Jerzy Gorgoń, Władysław Żmuda, Adam Musiał, Kazimierz Deyna, Henryk Kasperczak (80. Lesław Ćmikiewicz), Zygmunt Maszczyk (80. Kazimierz Kmiecik), Grzegorz Lato, Jan Domarski, Robert Gadocha.

RFN: Sepp Maier - Berti Vogts, Paul Breitner, Georg Schwarzenbeck, Franz Beckenbauer, Rainer Bonhof, Ulrich Hoeness, Wolfgang Overath, Juergen Grabowski, Gerd Mueller, Bernd Hoelzenbein.



Marek Wawrzynowski, SPORT.WP.PL
Dyskutuj z autorem na Twitterze


Michał Oblizajek, SPORT.WP.PL
Dyskutuj z autorem na Twitterze


Polub Sportowybar na Facebooku

oceń
tak 2 66.67%
nie 1 33.33%

Opinie (4)

Pozostało znaków: 4000

REGULAMIN

2
0
~PILKAPOL WLADZE KLUBow sa LAKOMI na € 2015-07-04 (08:52) 3 lata 1 miesiąc 12 dni 20 godzin i 40 minut temu

CZY KIEDYS JESZCZE TAK WYSOKO BEDZIE STALA REP ? Tak amatorsko jak PL PILKA jest PROWADZONA to chyba nie bo sie niema silnej LIGI w PLECACH i na boisku nikt juz niema honoru :( only 4 the MONEY sie gra !!

odpowiedz

7
4
~Gerard 2015-07-03 (16:51) 3 lata 1 miesiąc 13 dni 12 godzin i 41 minut temu

Pamiętam ten mecz. Mój dziadek wyciagnął z tej okazji skrzętnie ukrywany przez lata mundur Wermachtu i legitymacje volksdojcza. Drugi raz czułem podobną dumę, jak dołożyliśmy Brazyli rok temu 7:1

odpowiedz

0
0
~marek 2015-07-03 (16:50) 3 lata 1 miesiąc 13 dni 12 godzin i 42 minuty temu

bramka padła w 76 minucie

odpowiedz

3
1
~biało czerwoni 2015-07-03 (16:41) 3 lata 1 miesiąc 13 dni 12 godzin i 51 minut temu

Byla to bardzo dobra drużyna ktora grała w półfinale MS Jeszcze rok 82 byl wysmienity Czekamy na powtórkę w dzisiejszych czasach

odpowiedz