Kobe Bryant zdobył we wtorek 24 punkty, z czego 18 w pierwszej kwarcie, prowadząc koszykarzy Los Angeles Lakers do łatwej wygranej z Charlotte Bobcats 106:73.
Lakers odnieśli 13. zwycięstwo w sezonie i awansowali na szóstą pozycję w Konferencji Zachodniej. Z najsłabszym obecnie zespołem w lidze (3-19) po pierwszej połowie prowadzili już różnicą 24 punktów. W drugiej połowie trener Mike Brown desygnował do gry głównie rezerwowych.
- Zrobiliśmy, co do nas należało. Nic więcej - przyznał po meczu Bryant, który ze średnią 30.0 punktów na mecz jest najlepszym strzelcem w tym sezonie NBA.
Lakers we własnej hali wygrali 11 z 13 spotkań. Na wyjeździe - tylko dwa z dziewięciu, a do Staples Center wrócą dopiero w połowie lutego. Teraz czeka ich sześć spotkań wyjazdowych. Pierwsze już w piątek w Denver, a następnego dnia Lakers gościć będą w Salt Lake City (Utah).
- Musimy się skoncentrować na defensywie. Słaba obrona jest główną przyczyną naszych niepowodzeń na obcych boiskach - dodał gwiazdor ekipy z Los Angeles.
Gerald Henderson z dorobkiem 14 punktów był najskuteczniejszym graczem wśród pokonanych.
- Jesteśmy młodą drużyną, do tego wciąż przebudowywaną. Przy napiętym terminarzu trudno o spokojną pracę. Stąd takie wyniki - powiedział trener Bobcats Paul Silas.
Bobcats przez sześć ostatnich sezonów nie leżeli Lakers. Było to najwyższe zwycięstwo Lakers w historii obydwu drużyn, które przeważnie zajmują miejsca na dwóch różnych końcach tabeli po sezonie regularnym. W czasach gry Stephena Jacksona i Geralda Wallace'a Bobcats radzili sobie z drużyną Phila Jacksona, wygrywając 8 z 11 poprzednich spotkań.