Szukaj

JESTEŚ W DZIALE:

NBA

Golden State Warriors
Golden State Warriors

forma: P - P - W - P - P

Ostatni mecz

Golden State Warriors  GSW 101:107 SA  San Antonio Spurs
zmień drużynę

Zobacz najchętniej czytane wiadomości sportowe z ostatniej doby!

Najciekawsze wiadomości

Chcesz sprawdzić tylko wyniki?

Najważniejsze wyniki
Jestem z Wami

NBA produkuje gwiazdy: Jeremy Lin

wp.pl | 2012.02.11 08:55(fot. AP)
  A A A
 
Brandon Jennings myśli o przeprowadzce do większego miasta, ale póki co siedzi w domu jak my i stara się przeanalizować jak to wszystko mogło się wydarzyć. Jeremy Lin pojawił się zupełnie znikąd i w tydzień został kimś w NBA, w Nowym Jorku, większym mieście.

Objawienie się Jeremy'ego Lina przypomina, że nie ma żadnego innego miasta na świecie, w którym jedna historia mogłaby stać się sportową historią całego świata. Nikt od sezonu 1976/77 nie rzucił 89 punktów w swoich trzech pierwszych meczach jakie rozegrał w pierwszej piątce.

Drugą nogą, na której budowana jest "Lin-Mania", jest jego pochodzenie i liczeni w setkach milionów kibice koszykówki w Azji, czy też imigranci lub ich dzieci wychowane już Stanach Zjednoczonych. 4,5% Amerykanów jest azjatyckiego pochodzenia. Dlatego w 2010 roku podpisano z nim kontrakt w Golden State Warriors. Nowy właściciel chciał rozpocząć od finansowego sukcesu w Kalifornii, gdzie ten odsetek wynosi nawet 12,3%, ale Lin nie mógł się przebić do gry obok przyszłych All-Stars, Stephena Curry'ego i Monty Ellisa.

Kosmiczny mecz Lina, 38 punktów z Lakers

Ponad rok później najbardziej karykaturalna drużyna ligi, Knicks z Nowego Jorku stoją na dole tęczy z kolejnym garnkiem złota. Najbardziej przepłacony zespół ostatnich dziesięciu lat dziś jest platformą dla sukcesu nieznanego wcześniej gracza, który potrzebował tylko jednego tygodnia, żeby stać się tym zawodnikiem ligi, o którym mówi się obecnie najwięcej.

Głównym powodem jest jednak jego zaskakująco dobra gra, ponieważ sposób w jaki talent Lina oceniali przed Draftem 2010 skauci wszystkich 30 drużyn najwyraźniej zawiódł. Nikt się nie zdecydował. Z 60 graczy wybranych przed nim było tylu, którzy teraz nie grają w lidze, że nie trzeba nawet wspominać o tym, że jeszcze w grudniu zwolniono go z Warriors, a potem z Houston Rockets. Nikt nie wiedział o tym co może się zdarzyć.

Tydzień temu nawet sami Knicks nie chcieli gwarantować mu kontraktu do końca sezonu. W dzień, w który okazało się, że Baron Davis może wrócić później niż przypuszczał, rozpoczęła się "Lin-Mania". Rzucił 25 punktów i miał 7 asyst przeciwko New Jersey Nets i od tamtego momentu nie schodzi poniżej tego.

To w jaki sposób w przeciągu tygodnia można przejść od dwóch punktów w 7 minut gry z Boston Celtics do 38 punktów przeciwko Kobe'mu Bryantowi i Los Angeles Lakers, kiedy cały koszykarski świat patrzy... Chodzi mi o to że... Poważnie. Całkiem serio.

Nikt. Podkreślę. Nikt, nawet koszykarska twarz "Moneyballu", czyli GM Rockets Daryl Morey, który uciął go ze składu prawie zaraz po tym jak go pozyskał, nie przypuszczał, że Jeremy Lin będzie dzisiaj w tym miejscu.

Telewizje w Chinach, Tajwanie i na kochających koszykówkę Filipinach dodają kolejne transmisje do swoich ramówek, a w Nowym Jorku od kilkudziesięciu godzin doszywane są następne koszulki. Sam chciałbym mieć jedną. Siedzimy i oglądamy biznes, który kwitnie. Właśnie teraz.

Rzuty za trzy punkty, których nie trafiał wcześniej czy kluczowe kosze w czwartej kwarcie, które zatrzymały w piątek pościg Bryanta i Lakers. I poważnie... To nie jest tak, że ktoś zaraz nie może przyjść i nie zrobić tego samego. To brata mu kibiców z całego świata. Różnicą jest to, że Jeremy Lin jest na parkiecie bystry i nie obawia się myśli, że może nie przynależeć - jest jak Shane Battier w obronie, tak bystry i potrafi do tego wprowadzić swoją prędkość w grze. Spowolnić ją, a potem zostawić wszystkich jak kolejnych obrońców, na przyspieszeniu, myślących "serio?".

- To świetna historia. To dowód ciężkiej pracy i przetrwania. Świetny przekład dla dzieciaków na całym świecie - powiedział po piątkowym meczu Kobe Bryant.

Cała plejada nieczarnoskórych gwiazd NBA czy NCAA w ten właśnie sposób zawłaszczało sobie miliony fanów. Byli fantastycznie wyszkoleni, ale nie ogłupiali nikogo atletyzmem czy nie oślepiali szybkością. Byli jak boczna uliczka wzdłuż trasy numer jeden. Zmieniali szybkość, kontrolowali tempo gry i partnerów, zabierając ich ze sobą i wydobywając z nich wszystko co najlepsze. Byli po prostu dobrzy i widzieli grę lepiej niż ci, którzy różnicę potrafili zniwelować w inny sposób.

W tych czasach Jeremy Lin robi to właśnie w inny sposób. Raz jeszcze. Fani Jimmera Fredetta'a już to znają. "Steve Nash" raz jeszcze po 10 latach. Czy możemy dać się ponieść? Powinniśmy. Kochamy te od-zera-do-bohatera historie. Czy nie możemy przestać analizować jego gry jeszcze bardziej dokładnie? Będziemy. W końcu minął dopiero tydzień, a jeszcze więcej niż wcześniej zainteresuje się bardziej.

Komisarz David Stern siedzi sobie teraz gdzieś i myśli o pieniądzach, które zarabia liga. Bogatsi stają się jeszcze bogatsi. Jeremy Lin jest dla ludzi.

Maciej Kwiatkowski
twitter.com/mackwiatkowski


Polub nas na Facebooku:


oceń
9
3
Podziel się




  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: +1 [1]
~T [2012-02-13 09:23]

Go go NY Knicks !!!

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~lalalaa [2012-02-11 16:17]

D-Wade oj nie przesadzaj. Ja o nim już w tamtym roku słyszałem ale był dla mnie tylko taką ciekawostką że ktoś po Harvardzie idzie do NBA czegoś takiego co teraz pokazuję to się nie spodziewałem tak jak chyba każdy

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +3 [3]
~erbe [2012-02-11 13:01]

Niezle objawienie! W szoku!

odpowiedz

Ocena: +2 [2]
~D-Wade [2012-02-11 11:50]

Mało kto wiedział że taki Azjata w ogóle istnieje. A teraz po tygodniu mówi o nim cały świat. Za to kochamy NBA.

odpowiedz

Ocena: +5 [5]
~ky [2012-02-11 11:21]

Żadne tam zdziwienie, w trybie my player w nba 2k12 jeremy jest starterem mistrzowskiej druzyny w latach 2014-2017

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~wldk [2012-02-11 11:21]

J.Lin player of the week?

odpowiedz