Jeremy Lin jest największą niespodzianką tego sezonu NBA. 23-latek rzucił w piątkową noc 38 punktów przeciwko Kobe'mu Bryantowi i Los Angeles Lakers. Knicks wygrali 92:85, prowadząc od pierwszej kwarty.
Było to czwarte z rzędu zwycięstwo od kiedy liderem Knicks został absolwent Harvardu. Mierzący 191 cm Lin w każdym meczu zaliczał co najmniej 20 punktów i pięć asyst. W tym sezonie tylko LeBron James miał takie statystyki w czterech kolejnych spotkaniach.
W piątek Lin ustanowił swój nowy rekord kariery. Z ekspercką precyzją manewrował między zasłonami i w efektowny sposób znalazł się kilkukrotnie pod koszem. Wymuszał też faule i trafił dwie trójki. Syn imigranta z Tajwanu w ostatnim tygodniu podbija swoją grą NBA. Nawet Kobe Bryant i jego doroczny przyjazd do Madison Square Garden pozostawały w cieniu jego kolejnego występu.
Od zera do bohatera. NBA produkuje gwiazdy: Jeremy Lin
"Linsanity" rozpoczął od zdobycia 9 punktów i rozdania dwóch asyst, gdy Knicks objęli pierwsze prowadzenie 13:4. Od tego momentu gospodarze prowadzili do końca. W całym meczu Lakers trafili tylko 38% swoich rzutów i popełnili 17 strat.
Bryant rzucił 34 punkty, ale spudłował pierwsze 10 z 12 rzutów. Pau Gasol miał 16 punktów i 10 zbiórek dla Lakers, którzy w czwartek wygrali po dogrywce w Bostonie 88:87. Trzecia broń, czyli Andrew Bynum został jednak zatrzymany przez Tysona Chandlera i rzucił tylko 3 punkty (1/8 z gry). Lakers notują bilans 2-3 w trakcie trasy wyjazdowej i do rozegrania pozostał im jeszcze tylko mecz w Toronto.
Jeszcze tydzień temu w piątek Lin zagrał tylko przez 7 minut z Boston Celtics, pudłując wszystkie trzy rzuty. Dzień później wykorzystał swoją szansę z New Jersey Nets, a trener Mike D'Antoni zostawił go w meczu do końca. Lin rzucił 25 punktów i rozdał 7 asyst.
W zeszły poniedziałek stanął twarzą w twarz z wybranym do Meczu Gwiazd Deronem Williamsem i rzucił 28 punktów, a Knicks wygrali drugi mecz z kolei. W środę miał 23 punkty i 10 asyst na wyjeździe, a kibice Washington Wizards dopingowali go bardziej niż własną drużynę.
Potwierdzenie, że to wszystko nie fuks przyszło w piątek w meczu przeciwko Lakers. Lin trafił dwa razy za trzy, 13 z 23 rzutów z gry, 10 z 13 rzutów wolnych i miał siedem asyst. Raz jeszcze jego gra
pick&roll, a także umiejętność wykorzystywania zmian krycia okazała się totalnym zaskoczeniem dla rywali.
Jeszcze tydzien temu Knicks niemal zostali trzecią drużyną NBA, która zwolniła Lina, poinformował w piątek ESPN. Młody Amerykanin z Tajwanu, który nie został wybrany w Drafcie 2010, wykorzystuje swoją ostatnią szansę, jak chyba nikt nie mógł przypuszczać. Jest odkryciem całej NBA, a przede wszystkim Knicks, którzy notują bilans 4-0 w czterech ostatnich meczach, choć dwa z nich rozegrali bez swoich zarabiających po 20 mln gwiazd, Carmelo Anthony'ego i Amare Stoudemire'a.
Już dzisiaj Lin grać będzie w Minnesocie przeciwko Timberwolves i Ricky'emu Rubio. Początek spotkania w nocy o godz. 2. Anthony i Stoudemire jeszcze nie zagrają. Obaj wrócą do gry najwcześniej w poniedziałek.
(12-15) New York Knicks, (15-12) Los Angeles Lakers 92:85 (22:15, 27:26, 17:19, 26:25)
Knicks: J.Lin 38 (7 as., 6 str.), J.Jeffries 11 (9 zb.), T.Chandler 9 (11 zb.), B.Walker 7, L.Fields 6 - I.Shumpert 12, S.Novak 9, M.Bibby 0
Lakers: K.Bryant 34 (10 zb.), P.Gasol 16 (10 zb.), D.Fisher 6, A.Bynum 3 (13 zb., 3 prz.), M.World Peace 0 - M.Barnes 11, S.Blake 6, T.Murphy 3, J.Kapono 3, A.Goudelock 3, J.McRoberts 0
mack