- Bartek, co ty k... robisz! - bezlitośnie krytykował Bartosza Fabiniaka, wściekły Janusz Wójcik. - Rzuca się nie wiadomo po co - krzyczał do swojego asystenta Piotra Stokowca.
Świeżo upieczony trener Widzewa nie miał zamiaru brać na swoje barki odpowiedzialności za wynik, więc w Fabiniaku upatrzył sobie kozła ofiarnego. Po ostatnim gwizdku "Wójt" kontynuował popisy. Założył eleganckie okulary, zanotował coś w swoim kajeciku i rozpoczął publiczny lincz golkipera Widzewa.
- To nie jest bramkarz na pierwszą ligę! Bronił fatalnie. On dostaje powołania do reprezentacji? Gdybym to ja był selekcjonerem, mógłby tylko pomarzyć o grze w kadrze - krytykował podopiecznego. - Takich jaj jeszcze nie widziałem. Przecież on chciał w przerwie zejść z bramki. Łaski mi nie robi, że broni. Ma kontrakt i reszta mnie nie obchodzi - dodał oburzony.
Co na to Fabiniak? - Zagrałem fatalnie, ale koledzy nie byli o wiele lepsi. Sposób motywacji trenera na pewno nie pomaga - stwierdził podłamany.
Powracający na trenerską ławkę Janusz Wójcik z resztą cały mecz szalał przy linii. Po każdym z goli dawał upust emocjom. Krzyczał, łapał się za włosy, chował twarz w dłoniach, bezradnie rozkładał ręce. - pisze "Super Ekspress". Popisy trenera Janusza Wójcika można usłyszeć
tutaj
Komisja Ligi Ekstraklasy SA ukarała trenera
grzywną w wysokości 3 tys. złotych w
związku z jego zachowaniem w sobotnim meczu ligowym z Groclinem
Dyskobolią Grodzisk Wlkp.