Polscy siatkarze tym razem zwycięscy. Po piątkowej porażce z Bułgarią 1:3 w swoim drugim meczu na VII Memoriale im. Huberta Jerzego Wagnera drużyna trenera Daniela Castellaniego pokonała 3:1 reprezentację Czech.
Po piątkowej porażce z Bułgarią 1:3 w sobotę na boisko wyszła całkowicie odmieniona reprezentacja Polski. Trener Daniel Castellani wymienił aż pięciu zawodników, a do meczowej czternastki w ogóle nie włączył Mariusza Wlazłego. On jednak już w starciu z Bułgarami udowodnił, że jest Argentyńczykowi niezbędny - zdobył 24 punkty i był najlepszym zawodnikiem w naszym zespole. Mecz z Czechami miał być testem dla jego zmienników - Piotra Gruszki i Jakuba Jarosza.
W wyjściowym składzie mecz rozpoczął Gruszka, który po nienajlepszym początku potem był najlepszym zawodnikiem w polskim zespole. Czesi prowadzili 4:1 i 6:3, ale skuteczne ataki MVP ostatnich mistrzostw Europy sprawiły, że na pierwszej przerwie biało-czerwoni prowadzili 8:7. Dzięki bezbłędnemu Gruszce Polakom udało się też odskoczyć na dwa punkty (12:10).
W decydujących fragmentach seta Czesi odrobili straty i wyszli na minimalne prowadzdenie. Zespół trenera Jana Svobody wywierał na naszej drużynie dużą presję zagrywką, czego Polacy nie byli w stanie zrobić. Słabe serwisy powodowały, że rywale bez problemów zdobywali kolejne punkty. W grze utrzymywał polską ekipę Gruszka, który w pierwszej partii skończył 10 z 13 ataków.
O losach seta zadecydowała znakomita akcja Czechów, którzy najpierw wybronili piłkę po uderzeniu Gruszki, a potem sami wyprowadzili skuteczną kontrę. Atakiem po bloku zakończył ją Ondrej Hudecek, dając swojej ekipie prowadzenie 24:22. Chwilę później było już po secie.
W drugiej partii polska ekipa spisywała się w polu zagrywki już nieco lepiej i na efekty nie trzeba było długo czekać. Odrzuceni od siatki Czesi nie atakowali już tak skutecznie i tylko sporadycznie popisywali się efektownymi akcjami na środku siatki. W naszym zespole bardzo skutecznego Gruszkę wspomógł w ataku Zbigniew Bartman, który skończył kilka ważnych piłek. Prowadzenie Polaków w miarę upływu czasu powiększało się (8:6, 11:7, 16:11) i nie przeszkadzały temu nawet nadal liczne błędy w polu zagrywki.
W końcówce seta Czesi zaczęli grać lepiej i odobili część strat (18:16, 20:18), ale w decydujących akcjach w ryzach utrzymał ich polski blok - najpierw Platenika zatrzymał Piotr Nowakowski, potem atak Davida Konecnego zablokował Bartman. Zespół trenera
Jana Svobody walczył zaciekle do końca, ale nie byli w stanie odwrócić losów tej odsłony na swoją korzyść. Po ataku Gruszki Polacy wygrali 25:22 i wyrównali stan meczu na 1:1.
Kolejna partia rozpoczęła się od walki punkt za punkt, ale to Czechom zdobywanie kolejnych "oczek" przychodziło z większą łatwością. Biało-czerwoni musieli się sporo natrudzić, by przełamać obronę i blok rywali. Nie ustrzegli się też błędów - rozgrywający Grzegorz Łomacz pokazał, że daleko mu jeszcze do Pawła Zagumnego, przegrywając z własnej winy walkę na siatce. Czesi zdobyli dzięki temu dwupunktową przewagę (3:5), którą zniwelował dobrą zagrywką Marcin Możdżonek (8:8). Pierwsze prowadzenie w secie Polacy zawdzięczali Gruszce, który sprytnie obił w kontrataku potrójny czeski blok (12:11).
Atakujący naszej drużyny rozgrywał doskonałe zawody. Jego blok na Konecnym dał Polsce dwupunktową przewagę (14:12), a trener
Castellani coraz bardziej utwierdzał się w przeświadczeniu, że na zbliżających się mistrzostwach świata we Włoszech Gruszka
będzie mu potrzebny. Już do końca partii punktował regularnie, a wtórował mu efektownie grający Bartman. Czesi długo nie mogli
znaleźć recepty na dobrze broniących i bezbłędnych w kontrach Polaków, ale w końcu im się udało - mocne serwisy Lukasa Tichacka
pozwoliły im doprowadzić ze stanu 23:19 do 24:23, ale w końcu nasza drużyna, za sprawą Michała Ruciaka zdobyła 25. punkt i
objęła prowadzenie 2:1.
Po błędach Czechów w ataku na początku czwartego seta (mylił się zwłaszcza atakujący Jan Stokr), Polacy szybko zdobyli sporą, mogłoby się wydawać, przewagę (5:2). Jakość gry naszych rywali szybko się jednak poprawiła, a w naszej ekipie nie była ona najwyższa. Po kilku minutach z trzypunktowej zaliczki nic już nie zostało - był remis 10:10. Od tego momentu zespoły co chwila zmieniały się na prowadzeniu, żadna nie potrafiła uciec rywalowi. Udało się to biało-czerwonym, głównie za sprawą skutecznej gry Gruszki i nieudanych zagrań Tichacka, który dwukrotnie wystawił krótką "do nikogo".
Polacy wygrywali 22:19 i wszystko wskazywało na to, że mecz zmierza ku końcowi. Mecz powinien zakończyć się wynikiem 25:21, ale sędzia nie zauważył bardzo wyraźnego dotknięcia siatki przez Hudecka. W następnej akcji zablokowany został Gruszka i trener Castellani musiał prosić o czas. Po przerwie na żądanie Tichacek zaserwował w aut, Polacy wygrali 25:23 i cały mecz 3:1.
VII Memoriał im. Huberta Jerzego Wagnera, Bydgoszcz
Polska - Czechy 3:1 (23:25, 25:22, 25:23, 25:23)
Polska: Grzegorz Łomacz, Marcin Możdżonek, Piotr Nowakowski, Michał Bąkiewicz, Zbigniew Bartman, Piotr Gruszka, Piotr Gacek (libero) oraz Bartosz Kurek, Michał Ruciak, Karol Kłos, Michał Winiarski.
Czechy: Lukas Tichacek, Ales Holubec, Petr Konecny, David Konecny, Ondrej Hudecek, Petr Platenik, Matin Krystof (libero) oraz Marek Novotny, Jakub Vesely, Jan Stokr.
Po meczu powiedzieli:
Daniel Castellani (trener reprezentacji Polski): Zaprezentowaliśmy się znacznie lepiej niż w piątek. Byliśmy znacznie bardziej skoncentrowani, a założenia taktyczne zostały zrealizowane wręcz perfekcyjnie. Wciąż mamy jednak problem z odrzuceniem przeciwników od siatki. Myślę, że z każdym meczem będzie widoczny postęp w naszej grze. Takie spotkania są bardzo potrzebne, bo pomagają mi w podjęciu decyzji kogo należy zabrać na mistrzostwa świata do Włoch. Mariusza Wlazłego zabrakło dzisiaj z powodów rodzinnych, z jego zdrowiem jest wszystko w porządku.
Jan Svoboda (trener reprezentacji Czech): Zrobiliśmy znacznie więcej błędów w tym meczu niż w poprzednim i zabrakło nam szczęścia. Nie można zapomnieć jednak o tym, że graliśmy z mistrzami Europy i wicemistrzami świata.
Paweł Zagumny (kapitan polskiej reprezentacji): Zagraliśmy bardziej agresywnie i to dało efekt. W tym meczu dostali szansę gry zawodnicy, którzy w tym roku w kadrze jeszcze nie mieli okazji tak często występować. Tym bardziej cieszy zwycięstwo.
Ondrej Hudecek (kapitan czeskiej reprezentacji): To był bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu. Polska była jednak lepsza i ciężko było ją dogonić. Ten turniej ma nas jednak przede wszystkim bardzo dobrze przygotować do mistrzostw świata.
Grzegorz Wojnarowski