Runda wiosenna Bundesligi jest jak na razie bardzo udana dla Jakuba Błaszczykowskiego. Kapitan reprezentacji Polski strzela bramki, asystuje i gra jak za najlepszych lat, choć patrząc na jego formę, największe sukcesy może jeszcze przed nim. Polaka chwalą także w Niemczech.
Kontuzja Mario Gotzego spowodowała, że w pierwszej "11" Borussii znalazło się miejsce dla Jakuba Błaszczykowskiego. Już pierwsze dwie wiosenne kolejki Bundesligi pokazały, że trzymanie go w rundzie jesienniej na ławce rezerwowych przez Jurgena Kloppa było marnowaniem jego potencjału.
W meczu z HSV (5:1) Błaszczykowski strzelił dwa gole i zaliczył asystę, a w starciu z Hoffenheim (3:1) miał jedno decydujące podanie.
- To prawda, pomogła mi kontuzja Gotzego. Jednak wcześniej to jemu pomógł mój uraz - mówi kapitan reprezentacji Polski. - Mam satysfakcję. Pokazałem, że nawet jak nie masz zbyt wiele szans na grę, to warto harować na treningach, by w ten sposób zbudować dobrą formę - tłumaczy "Kuba".
Niemcy chwalą Błaszczykowskiego przede wszystkim za skuteczność dośrodkowań. Jak obliczono, niemal 40 procent tego typu podań Polaka kończy się golem dla mistrzów Niemiec.
- Ja mam do tego wszystkiego dystans. Gdy siedziałem na ławce, to pisano że tam jest właśnie moje miejsce. Teraz też się nie zachłystuję - wystarczy popatrzeć na Lucasa Barriosa. Jeszcze do niedawna był gwiazdą, teraz siedzi na ławce - mówi Błaszczykowski.
- Wraz z Robertem Lewandowskim i Łukaszem Piszczkiem jesteśmy dobrą reklamą Polski. Dzięki nam w Niemczech wraca moda na Polaków - cieszy się były gracz Wisły Kraków.
WP.PL/SUPER EXPRESS