Poniżej oczekiwań spisała się akademicka
reprezentacja Polski w piłce nożnej kobiet na Uniwersjadzie w
Bangkoku, plasując się na 11. pozycji. Trener Robert Góralczyk
uważa, że zaważył na tym pechowo przegrany mecz z Koreą Południową.
"Decydujący był przegrany w końcówce ostatni mecz grupowy z
Koreą. Zepchnął nas na czwarte miejsce i w efekcie zamknął drogę
do ćwierćfinału" - ocenił po powrocie do kraju Robert Góralczyk,
który wraz z Wojciechem Basiukiem prowadził zespół.
Polki zaczęły występ na Uniwersjadzie od zwycięstwa nad Japonią
1:0, potem przegrały z Francją i Koreą Południową po 1:2.
"Początek turnieju był optymistyczny. Na wyniku z Francją
zaważyła słaba skuteczność strzelecka zawodniczek. Z Koreą
prowadziliśmy 1:0. W 75. minucie doszło do wyrównania, a w 86. -
straciliśmy drugą bramkę. Szkoda, bo remis dawał nam drugie
miejsce w grupie i awans do ćwierćfinałów. Potem pozostała tylko
gra o niższe lokaty" - powiedział Góralczyk.
W drugiej fazie Polki pokonały Niemki 1:0, przegrały z Kanadą 0:1
i w meczu o jedenastą lokatę zwyciężyły RPA 4:3.
"Uniwersjada była zorganizowana z ogromnym rozmachem. Dla nas
pewnym problemem były temperatury. Podczas niektórych meczów
trudno było wytrzymać na ławce, nie mówiąc o grze. Widać było na
boisku, że azjatyckie zespoły lepiej - co oczywiste - czuły się w
tym klimacie. Nasze oczekiwania przed zawodami były większe. Nie
udało się zrealizować planu, jednak dla zawodniczek udział w tym
turnieju wzbogacił ich doświadczenia, które powinny zaprocentować
w przyszłości" - dodał Góralczyk.
Podziel się:
Oceń :
0