Ludovic Obraniak znalazł się na ustach całej Francji, gdy doprowadził do zwycięstwa Girondins Bordeaux w ostatnim meczu z OSC Lille, zakończonym wynikiem 5:4 dla "Żyrondystów". Były zawodnik aktualnego wciąż mistrza kraju przyznaje, że czekał na takie spotkanie. - Po cichu o nim marzyłem - zdradza reprezentant Polski.
W niedzielę Obraniak zaliczył asystę i zdobył dwa gole, w tym tego decydującego w doliczonym czasie gry, który dał zwycięstwo Bordeaux. Piłkarz dokonał wręcz prawdziwej zemsty na swoim byłym klubie, w którym nie miał miejsca w podstawowym składzie. Choć jeszcze w piątek nie wiedział, że w tym meczu wystąpi.
- Niby nic nie było zapisane w umowie między klubami, ale mój menedżer obiecał działaczom Lille, że nie wystąpię w tym meczu. Trener Bordeaux Francis Gillot postawił jednak sprawę jasno: mam grać i już - mówi Obraniak. A więc zagrał, i to jak!
- Nie chciałem żeby wyglądało to jak zemsta. Nie zmieniałem klubu, żeby myśleć o tym, jak wrócić i dokuczyć Lille. Odszedłem, bo tam dłużej bym nie wytrzymał. Trener miał inną koncepcję i swoją wizję, a mi brakowało już motywacji.
- Przeżyłem w Lille wspaniałe chwile. Jestem jednak teraz szczęśliwy i przyznam, że po cichu marzyłem o takim meczu. Pokazaliśmy jako zespół, że mamy prawo patrzeć w górę tabeli - cieszy się reprezentant Polski, który po swoim występie znalazł się na okładce dziennika "L'Equipe".
WP.PL/SUPER EXPRESS