Warszawska Legia skompromitowała się w pierwszym meczu pierwszej rundy kwalifikacyjnej Pucharu UEFA. Piłkarze Jana Urbana nie tylko nie strzelili słabeuszom z Białorusi bramki, ale swoją grą przyprawiali kibiców o reakcje z pogranicza rozpaczy, śmiechu i zażenowania.
Wynik 0:0 w pojedynku z FK Homel nie oddaje ogromu błazenady, jakiej byliśmy świadkami w czwartkowy wieczór na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej. Piłkarze ze Stolicy nie potrafili rozegrać piłki, nie potrafili też oddać groźnego strzału na bramkę. Zespół, który według zapewnień właścicieli miał walczyć o fazę grupową Pucharu UEFA może zakończyć swoją przygodę z europejską piką już za dwa tygodnie, po meczu rewanżowym.
Gospodarze grali wolno, ich akcjom brakowało tempa, a im bliżej bramki rywali także dokładności. Groźnych spięć na przedpolu Igora Łogwinowa było jak na lekarstwo. Z kolei rywale z Białorusi myśleli wyłącznie o obronie.
W 6. i 11. minucie precyzji zabrakło Miroslavowi Radoviciowi i Aleksandarowi Vukoviciowi. W 21. minucie zbyt lekko strzelił Piotr Giza.
Największą atrakcję dla kibiców w pierwszej połowie stanowił puszczony z trybun papierowy samolot, który po długim locie wylądował tuż przy linii bocznej boiska.
W 53. minucie kibice gwizdami wyrazili swoją dezaprobatę wobec nieporadności Piotra Gizy i Macieja Rybusa, którzy z bliska nie potrafili umieścić piłki w bramce ekipy z Homla. Pięć minut później po raz pierwszy groźnie zaatakowali goście - po zagraniu Rusłana Kondraszczuka, który kilka lat temu grał w Świcie Nowy Dwór Maz., Stanisław Drahun ograł Wojciecha Szalę i będąc sam przed Janem Muchą spudłował z dziesięciu metrów.
Po godzinie gry Jan Urban sięgnął po dwa swoje asy, które z racji ich późniejszego powrotu z wakacji trzymał na początku w rękawie. Pojawienie się na boisku Rogera Guerreiro i Takesure'a Chinyamy owacyjnie przyjęli kibice, ale obraz nie uległ zmianie.
Legia zagrała dramatycznie słabo. Z taką grą zespół Jana Urbana nie ma czego szukać nie tylko w Pucharze UEFA, ale też w Orange Ekstraklasie.
Po meczu powiedzieli:
Jan Urban (trener Legii): Jesteśmy rozczarowani wynikiem.
Wiedzieliśmy, że forma jeszcze nie jest najwyższa, ale mimo
wszystko liczyliśmy, że wygramy. Inaczej by wszystko wyglądało,
gdybyśmy zdobyli choć jednego gola. Były okazje, ale skuteczność
zawiodła. Rywal skupił się na obronie i osiągnął swój cel. Nam
potrzeba jeszcze trochę czasu i liczę, że już w rewanżu na
Białorusi Legia będzie w lepszej dyspozycji.
Anatolij Jurewicz (trener FK Homel): Po losowaniu cieszyłem się,
że zagramy z Legią, bo pamiętam czasy, kiedy polska piłka miała
wielkie gwiazdy, jak Deyna, Lato, Szarmach czy Boniek. Mam wiele
szacunku dla polskiego futbolu i wierzę, że ma przed sobą wielką
przyszłość. A prawdziwa gra o awans do następnej rundy Pucharu
UEFA jeszcze się nie zaczęła. Wszystko rozstrzygnie się w Homlu.
Legia Warszawa - FK Homel 0:0
Żółte kartki: Takesure Chinyama (Legia), Richard Bohomo, Andrej
Baranok (Homel).
Sędzia: Firat Aydinus (Turcja).
Widzów: ok. 7000.
Legia: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak, Wojciech Szala, Dickson
Choto, Tomasz Kiełbowicz - Miroslav Radovic, Aleksandar Vukovic,
Maciej Iwański (77-Piotr Rocki), Piotr Giza (61-Roger Guerreiro),
Maciej Rybus - Mikel Arruabarrena (61-Takesure Chinyama)
FK Homel: Igor Łogwinow - Witalij Nadzijewski, Richard Bohomo,
Paweł Rybak, Aghwan Mkrtczjan - Rusłan Kondraszuk, Andrej Baranok,
Renan Bressan (78-Armen Tigranjan), Andrej Misiuk, Maicon Calijuri
(41-Siarhej Matwiejczuk) - Stanisław Drahun (80-Andrej Daszuk).