To był szczególny sezon dla Tomasza Golloba. Niestety, w tym negatywnym znaczeniu. Po raz pierwszy w historii występów w cyklu Grand Prix został on wyprzedzony przez innego polskiego żużlowca. Ponadto nie stanął na podium w indywidualnych mistrzostwach świata. - Piąte miejsce to jednak mój sukces - zaskakuje doświadczony zawodnik.
Gollob stracił mistrzowski tytuł na rzecz Grega Hancocka a prymat w kraju z powodu bardzo dobrej jeździe Hampela. "Mały" zdobył brązowy medal mistrzostw świata i zajął najwyższe miejsce ze wszystkich polskich żużlowców. Zawodnik Stali Gorzów zapowiada jednak walkę o powrót na szczyt.
W zakończonym sezonie Gollob miał wielkie problemy z silnikami, przynajmniej w drugiej jego części. Mimo tego nie wyobraża on sobie by zakończyć współpracę ze swoim zaufanym tunerem Janem Anderssonem. Potwierdził to po sobotnim GP w Gorzowie.
- Nigdy mi to przez myśl nie przeszło. Na sprzęcie Jana zdobyłem trzy medale z rzędu: brąz, srebro i złoto. W tym sezonie coś się popsuło, a ponadto sam nie ustrzegłem się błędów. W efekcie miałem motocykle na miejsca 10-15. To cud, że skończyłem na piątej pozycji - uważa Gollob.
- Co to za błędy? Moje motocykle nie miały odpowiedniej prędkości na starcie. Na razie nie chcę mówić nic więcej. Za tydzień ruszam w poszukiwanie nowinek, by za rok wygrać technologiczny wyścig z rywalami - zapowiada.
Pozostanie przy szwedzkim tunerze jest jak najbardziej zrozumiałe. Na jego silnikach Jarosław Hampel jeździł przecież znakomicie. - To potwierdza, że Jan dał z siebie wszystko. Muszę teraz odnaleźć w sobie motywację, pragnienie sukcesów. Nie jest to łatwe, ale chcę przekonać samego siebie, by jeszcze raz pójść na maksa i wrócić na szczyt - zakończył 40-letni Gollob.
WP.PL/PRZEGLĄD SPORTOWY