Wokół nazwiska Marcina Gortata od kilku tygodni rzucane są nazwy kolejnych klubów NBA, które mogą być nim zainteresowane. Póki co do 1 lipca nie można prowadzić rozmów z wolnymi agentami, więc przyjrzyjmy się temu gdzie faktycznie pasowałby nasz zawodnik.
Przynajmniej pięć drużyn NBA wyraża wstępne zainteresowanie Gortatem, który z dniem 1 lipca stanie się oficjalnie zastrzeżonym wolnym agentem. Oznacza to, że każdy inny klub, który złoży mu ofertę, będzie musiał się liczyć z tym, że Orlando Magic będą mieć 7 dni na to, by zaoferować Gortatowi co najmniej taki sam kontrakt. Jeśli tego nie zrobią - Gortat podpisze umowę z nowym zespołem.
Serwis HoopsWorld donosi w poniedziałek, że co najmniej trzy kluby mają chrapkę na naszego zawodnika. Mają być to: Houston Rockets, New York Knicks, Sacramento Kings. Do tych drużyn można też dodać tych, o których zainteresowaniu wiadomo było już kilka tygodni temu, czyli San Antonio Spurs i Oklahoma City Thunder.
Rockets szukają rezerwowego centra do gry za Yao Mingem i jeśli nie uda im się pozyskać takiego w tegorocznym drafcie - co jest bardzo prawdopodobne, gdy weźmie się pod uwagę znikomą ilość dobrej klasy podkoszowych w tegorocznym naborze - Rockets mają nazwisko Gortata zapisane ponoć na samym szczycie listy kandydatów do roli zmiennika chińskiego super-środkowego.
New York Knicks natomiast powoli budują nową drużynę, z myślą o zakontraktowaniu latem 2010 r. LeBrona Jamesa, Dwyane'a Wade lub Chrisa Bosha - albo nawet i dwóch z tej trójki. Podstawowym centrem Knicks był w zeszłym sezonie David Lee, który jest zastrzeżonym wolnym agentem i najprawdopodobniej - mimo postępów i znakomitej gry - Knicks nie zdecydują się zaoferować mu wysokiej umowy, więc jest wielce prawdopodobne, że otrzyma taką np od Memphis Grizzlies lub Detroit Pistons.
Gortat mógłby w Nowym Jorku liczyć na grę w bardzo szybkim tempie i spełniać rolę identyczną do tej jaką w grze up-tempo Golden State Warriors pełni Andris Biedrins. Łotysz jest graczem o niemal identycznych atrybutach co Gortat i spisuje się w Warriors bardzo dobrze już od kilku sezonów. Mike D'Antoni, trener Knicks, może potrzebować właśnie Polaka, tym bardziej, że mało który center w NBA przemieszcza się równie szybko od kosza do kosza. - Po co nam ten drewniak? - zadawali pytania na forum kibice NYK, zaraz po tym, jak informacja o Marcinie pojawiła się w mediach. Nieco inną opinię na temat polskiego centra ma legendarny szkoleniowiec, Hubie Brown.
"Jest szybki, stworzony do gry pick'n'roll. Na pewno będzie w stanie zdobywać znacznie więcej punktów niż do tej pory" - cytuje słowa szkoleniowca "Przegląd Sportowy"
Sacramento Kings również są w procesie wielkiej przebudowy i w zeszłym sezonie znaleźli się na samym dnie NBA. Nie poszło "Królom" też w loterii draftu, gdzie spadli z pierwszego na dopiero czwarte miejsce. W Kings podstawowym środkowym jest obecnie drugoroczniak Spencer Hawes, a obok niego gra debiutant Jason Thompson. Tych dwóch raczej nie zrobi Gortatowi miejsca w pierwszej piątce, ale doświadczenie Polaka z tegorocznych play-offów nie stawia go wcale na straconej pozycji, a już na pewno będzie miał w Sacramento większe szanse na awans do podstawowego składu.
Bardzo ciekawie wyglądają też opcje gry Gortata w San Antonio Spurs i OKC Thunder. Spurs szukają pomocy dla Tima Duncana pod koszem i zdaniem nie tylko niżej podpisanego, potrzebują na gwałt pozyskać atletycznego podkoszowego mogącego blokować rzuty i odciążyć starzejącego się Duncana od pracy w defensywie. Gortat nadawałby się idealnie do tego, by spełniać właśnie taką rolę w drużynie, dla której przyszły sezon będzie ostatnią szansą na zdobycie piątego tytułu przed spodziewaną przebudową jaka czeka ją w kolejnych latach.
W młodej drużynie Oklahoma City Thunder, Gortat widziany jest z kolei dlatego, że jego gra w dużym stopniu przypomina to co prezentuje na parkiecie Tyson Chandler, którego w lutym tego roku Thunder niemal pozyskali z New Orleans Hornets. Ostatecznie środkowy "Szerszeni" nie przeszedł testów medycznych i został w Nowym Orleanie, a Thunder nadal nie znaleźli blokującego centra. Jest jednak szansa, że znajdą go z numerem trzecim w tegorocznym drafcie i będzie nim mierzący 221 cm, Hasheem Thabeet. Jeśli podejmą inny wybór, to może to oznaczać, że oferta dla Polaka może być tylko kwestią czasu.
Pojawiają się też inne kluby, m.in. Cleveland Cavaliers, ale gra Gortata razem z LeBronem Jamesem raczej nie dojdzie do skutku, gdyż Cavaliers celują w pozyskanie z Phoenix Shaquille'a O'Neala. Dodatkowo Cavs mają już w swoim składzie Zydrunasa Ilgauskasa oraz Andersona Varejao, z których zwłaszcza ten drugi spełnia niemal identyczną funkcję w drużynie co Gortat, będąc przede wszystkim centrem zbierającym i blokującym rzuty - za to słabszym w ataku. Varejao jest jednak też zastrzeżonym wolnym agentem i dopiero jeśli opuści Cleveland, to wtedy ten klub może być faktycznie zainteresowany grą Polaka. Wydaje się jednak, że jeśli Cavs pozyskają już O'Neala i będą nadal mieć w składzie Ilgauskasa, to raczej będą szukać typowych "czwórek" niż kolejnego środkowego.
Póki co opcji jest wiele. Liczba plotek narastać będzie z dnia na dzień. Na wszystkie trzeba jednak patrzeć też i z drugiej strony. Przykład Cleveland pokazuje, że równie dobrze nazwisko Gortata może być łączone praktycznie z każdym klubem NBA, nawet z Los Angeles Lakers, ale nie każda drużyna potrzebuje akurat zawodnika w typie naszego środkowego.
Maciej Kwiatkowski
Więcej o Gortacie i NBA w
zawszepopierwsze.bloog.pl