Wtorek powinien być pierwszym dniem sezonu 2011/12 w NBA, ale cała radość i podeskcytowanie rozpoczęciem rozgrywek zamieniła się w wyobrażanie tego co mogłoby się dziać.
Trwający od 1 lipca lokaut doprowadził do anulowania wszystkich meczów zaplanowanych na listopad, a data początku sezonu wciąż nie jest jeszcze znana.
Zawodnicy i przedstawiciele mediów przeżywali na Twitterze brak koszykówki NBA o planowanej porze.
- "Noc otwarcia" i żadnej koszykówki? Czy mogę się chociaż ustawić i pograć na asfalcie? Nadal gramy, poszukaj nas!!! - napisał Steve Nash, kolega Marcina Gortata z Phoenix Suns.
- Weźmy 51% BRI i chodźmy grać - namawiał Glen Davis (Boston Celtics) do tego, aby koszykarze zrezygnowali z żądania 52,5% podziału wpływów z ligi.
- Ominęło mnie rozpoczęcie sezonu w Madison Square Garden. To byłoby coś wielkiego - napisał z kolei Chris Bosh, którego Miami Heat miało zainaugurować sezon w środę meczem przeciwko New York Knicks.
- Powinienem być dziś w San Antonio. Stek na obiad i mecz ze Spurs o siódmej wieczorem. Mój organizm nie jest przyzwyczajony do braku sezonu - wyznał Ted Davis, komentator radiowy Milwaukee Bucks.
Tymczasem niewiele do powiedzenia na temat braku rozgrywek miał Mickey Arison, właściciel Miami Heat. Komisarz NBA David Stern nałożył w tym tygodniu na niego 500 tys. dolarów kary za komentarze dotyczące ostatniej sesji rozmów.
Arison przekazał jednak życzenia urodzinowe trenerowi Heat Erikowi Spoelstrze. Zrobił to na Twitterze i musiał wcześniej mieć na to zezwolenie Sterna.