Decyzja trenera siatkarskiej reprezentacji Polski Jerzego Matlaka o nie włączeniu
Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty do grupy zawodniczek przygotowujących się do
mistrzostw świata zaskoczyła zarówno kibiców, jak i dziennikarzy. Selekcjoner
tłumaczy, że Skowrońska nie była w wysokiej formie i nie wykorzystała swoich szans.
Ale sprawa ma też drugie dno.
Tajemnicą poliszynela było to, że Skowrońska i druga piękna gwiazda kadry Anna
Werblińska-Barańska nie darzyły się sympatią. Nie potrafiły znaleźć wspólnego
języka.
- Rozmawiałem z obiema dziewczynami i nic więcej nie mogę zrobić. Rozumiałbym, gdyby
jedna drugiej męża zabrała albo nie oddała 200 tysięcy złotych. Ale tu poszło o
jakieś duperele, jakieś jedno niepotrzebne słowo - mówi Matlak "Przeglądowi
Sportowemu".
Co było przyczyną konfliktu? Do końca nie wiadomo. Być może chodzi o koszulkę z
numerem 1. W ubiegłym sezonie należała ona do Barańskiej, ale wcześniej przez wiele
lat grała w niej Skowrońska. Gdy wróciła do kadry chciała dostać ten właśnie numer.
Barańska musiała ustąpić i grała z "jedenastką".
- Nigdy nie miałam konfliktu z Anką - mówi Skowrońska. Ona mi nieprzeszkadzała, nie
miałam do niej o nic żalu ani pretensji - dodaje. Ponoć to Barańska miała pretensje
do swojej koleżanki. O co? - Ją trzeba pytać. Nie chcę o tym rozmawiać, bo nie wiem
co mam powiedzieć - komentuje Skowrońska.
Czy to właśnie przez konflikt z Barańską "Skowronek" musiał odejść? - Zrobiłem to, co uznałem za słuszne. Chcę też, żeby był spokój w kadrze - te słowa Matlaka mówią bardzo wiele.
WP.PL