Pierwsze zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich odbędą się za
ponad dwa tygodnie, lecz Justyna Kowalczyk (27 l.) już wyruszyła w
trasę. Do kraju wróci dopiero przed świętami Bożego Narodzenia, 23 grudnia.
Podróż do fińskiego Muonio - położonego za kołem podbiegunowym miejsca,
gdzie mistrzyni olimpijska będzie przygotowywać się do nadchodzącego
sezonu zajmie dwie doby. Wyprawa rozpoczęła się w czwartek o świcie.
Nasza reprezentantka o godzinie 5 ruszyła samochodem do Gdańska. Po
drodze w Krakowie zabrała jeszcze swojego trenera Aleksandra
Wierietielnego (63 l.). Nad morze musieli dojechać około 17, bo o 18
odpływał prom do położonego w Szwecji Nymanshamn. Ten fragment podróży
będą mieli za sobą dzisiaj około 13. Później przed nimi jeszcze 1400 km
autem.
- Przejedziemy to bez zatrzymywania. Jak będziemy co chwilę nocować, to
prześpimy Puchar Świata - żartuje Wierietielny. - Kiedy będę zmęczony,
to poproszę Justysię, by prowadziła. Kiedy ona się zmęczy, to znów ją
zmienię. Mój rekord to 2200 km przejechane samemu, bez przerwy kiedy
wracałem z Hiszpanii. Tylko w Skandynawii jedzie się trudniej, bo nie ma
autostrady, a drogi są już oblodzone. Poza tym trzeba uważać na renifery
- opowiada trener.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem ekipa mistrzyni na miejscu
będzie w sobotę o 5 rano. Mimo to Kowalczyk nie ma co liczyć na ulgowe
traktowane. W Muonio już czekają na nią serwismeni i dziesiątki par nart
do sprawdzenia.
- Na pewno pójdę normalnie potrenować. Choćby dlatego, że po takiej
podróży, tylu godzinach w samochodzie mięśnie są zastane, w organizmie
jest dużo wody. To wszystko trzeba z siebie wyrzucić - mówi zawodniczka,
która cieszy się z rozpoczęcia startów. - Ten sezon będzie trudniejszy.
Presja rośnie z roku na rok. Dodatkowo teraz trudniej było to wszystko
rozegrać logistycznie. Na szczęście wyjeżdżam na dwa miesiące i będę
mogła zacząć myśleć wyłącznie o rywalizacji. Początek może być słabszy,
bo w ostatnim czasie ani razu nie startowałam. Ale spokojnie, spokojnie,
dojdziemy do poziomu, jakiego oczekujemy - zapewnia biegaczka.
Polecamy na Fakt.pl:
Maaskant nie może przegrać