Tomasz Kowalski dwukrotnie był bliski poddania, ale ostatecznie wygrał z mistrzem Europy Węgrem Miklosem Ungvarim. To największy sukces Polaków w pierwszym dniu Grand Slamu w Paryżu. Ostatecznie judoka AZS Opole zajął piąte miejsce w wadze 66 kg.
- Ungvari słynie z bardzo mocnego parteru. Niewiele brakowało, bym dwukrotnie się poddał. Udało mi się wyjść z opresji, a w miarę upływu czasu zaznaczyła się moja przewaga. Byłem spokojny o wygraną, dlatego mocno zdziwiłem się, gdy po zakończeniu dogrywki jeden sędzia przyznał zwycięstwo Węgrowi. Dwóch opowiedziało się jednak za mną - powiedział Kowalski.
23-letni Kowalski, wicemistrz Europy z 2009 roku, sprawił sporą niespodziankę, bowiem Ungvari ma w dorobku po trzy złote i srebrne medale ME oraz trzy brązowe mistrzostw świata.
Wcześniej Polak wygrał przez waza-ari z Francuzem Dimitrijem Draginem. - W tamtym roku przegrałem z nim w drużynówce MŚ w Paryżu, a udanie zrewanżowałem się w turnieju w Chinach - stwierdził.
W pojedynku, którego stawką był awans do strefy medalowej Grand Slam zaliczanego do kwalifikacji olimpijskich, Kowalski zmierzył się z reprezentantem Mongolii Tsagaanbaatarem Khashbaatarem.
- W przeszłości dwa razy go pokonałem, a teraz on wygrał drugi raz z rzędu. Miałem zbyt krótką przerwę po boju z Ungvarim i na macie wyszło i zmęczenie, i choroba. Od jakiegoś czasu zmagam się z przeziębieniem, gorączką, kaszlem, katarem. Niby nic wielkiego, ale jednak przeszkadza. W sumie zrobiłem, co mogłem i mam niezły materiał do przemyśleń. A z Khashbaatarem życzyłbym sobie spotkać się na olimpiadzie w Londynie i wtedy odwrócić kartę - dodał Kowalski.
Pozostali Polacy odpadli w sobotnich eliminacjach. W niedzielę startować będą m.in. Urszula Sadkowska (+78 kg) i Janusz Wojnarowicz (+100 kg).