Od ostatniej walki Tomasza Adamka z Chrisem Arreolą minęło już blisko dwa miesiące. Nasz bokser przygotowuje się do kolejnego starcia - tym razem zmierzy się pogromcą Andrzeja Gołoty - Michaelem Grantem. "Góral" przyznaje, że przygotowania idą zgodnie z planem i już nie może doczekać się sierpniowego starcia.
- Najważniejsze, że w tej chwili jestem zdrowy, a jeśli Adamek jest zdrowy, to znaczy, że jest w formie - rozpoczyna rozmowę z "Wirtualną Polską" najlepszy polski bokser. - Jeszcze mi trochę brakuje do najwyższej formy, ale zamierzam ją osiągnąć pod koniec sierpnia. Od dwóch tygodni pracuję w gymie z Rogerem Bloodworthem nad poprawieniem techniki. Na razie tylko raz dziennie po dwie i pół godziny. Z taką intensywnością będziemy pracować przez kolejny tydzień. Na tym etapie przygotowań chcemy z trenerem wyeliminować błędy i poprawić umiejętność unikania ciosów rywala. Potem wyjeżdżamy na obóz i tam wejdziemy w normalny tryb przygotowań, czyli dwa miesiące morderczych treningów po to, aby dwudziestego ósmego sierpnia wznieść ręce ku górze i cieszyć się z kolejnego zwycięstwa.
Michael Grant nie jest dla pana obcym bokserem. Co mógłby pan o nim powiedzieć w kontekście sierpniowego starcia i jaki pan ma pomysł na zwycięstwo?
- Jest potężnym pięściarzem, ma sporo siły, a więc będę musiał uważać na jego prawą rękę. Z jego poprzednich walk wiem, że lubi zadawać cios podbródkowy. Na pewno będzie wolniejszy ode mnie. Jego słabą stroną jest również odporność na ciosy w szczękę. Jeśli celnie trafię, to na pewno odczuje moją siłę. Biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, będę się starał nieco skracać dystans. Kilka ciosów i zejście pod ręce rywala tak, aby nie nadziać się na kontratak.
Czy atutem pańskiego najbliższego przeciwnika może być nowy trener - Eddie Mustafa Muhammed? Pamiętamy, że prowadził Chada Dowsona, z którym pan przegrał swój jedyny pojedynek w zawodowej karierze.
 |
| (fot. Mike Gladysz) |
- Nie wydaje mi się. W tamtej walce nie wystąpił prawdziwy Tomasz Adamek (śmiech). Byłem bardzo osłabiony i chory - tylko przez to przegrałem. Inna sprawa, że zmiana trenera chwilę przed pojedynkiem niewiele daje. Bokser to nie jest samochód, w którym siadasz za kierownicą i prowadzisz jak chcesz. Michael ma prwawie czterdzieści lat, ma swoje nawyki i swój styl prowadzenia pojedynku. I oni chcą coś zmienić w dwa miesiące? Bądźmy poważni. Na to, by trener przekazał swoją wiedzę pięściarzowi potrzeba dużo więcej czasu. To, że Eddie się odgraża, że wraz z Grantem zakończą moją karierę, to nic nie znaczy. To ring weryfikuje wszystkie słowa wypowiedziane przed pierwszym gongiem.
Minęło już trochę czasu od zmiany trenera w pana sztabie. Co mógłby pan powiedzieć o Rogerze?
- Jest bardzo inteligentnym facetem. Dużo rozmawiamy podczas treningów, natomiast w trakcie walk stara się nie przesadzać z przekazem informacji. Doskonale zdaje sobie sprawę, że przy tak skrajnym napięciu i zmęczeniu, bokser jest w stanie zakodować zaledwie kilka słów. Dlatego ogranicza się do krótkich, ale bardzo konkretnych i pomocnych komend. Ważne jest również to, że atmosfera między nami jest dobra. Dodam, że w tej chwili z nami jest również David Tua, który także przygotowuje się do swojej walki.
Zgodziłby się Pan porównać trenera Gmitruka z Rogerem Bloodworthem.
- Obaj są świetnymi nauczycielami. Każdy z nich posiada ogromną wiedzę i umiejętności pomagające człowiekowi stawać się coraz to lepszym pięściarzem. Od każdego z nich można się dużo nauczyć. Różnią się szkołą boksu. Każdy trener ma własną wizję treningów. Grunt, że w obu przypadkach ta szkoła boksu stoi na bardzo wysokim poziomie.