Już w sobotę Krzysztof Włodarczyk walczyć będzie we Włoszech z Giacobbe Fragomenim. Organizatorzy robią wszystko, aby uprzykrzyć Polakowi ostatnie dni przed tym wydarzeniem.
Pierwotnie walka ta miała odbyć się pod koniec... marca. Jednak organizatorzy przełożyli ją na 18 kwietnia. Wtedy również starcie Polaka z Włochem nie doszło do skutku, a walkę przełożono na 16 maja. Dwukrotnie gospodarze pojedynku jako powód podawali kontuzję Fragomeniego.
Wydawało się, że tym razem będzie już wszystko w porządku. Jednak nie. Wprawdzie walki już nie przełożono, ale samego przyjazd i pobytu w Rzymie Włodarczyk nie będzie wspominał miło, chyba że wygra w sobotę.
Pisaliśmy już o zagubionej części bagażu Polaka na lotnisku. Informowaliśmy również, że był problem z noclegiem i jedzieniem w hotelu. Teraz pojawił się kolejny - Polak musiał sam załatwiać miejsce do treningu.
- Wszystko stoi na głowie. Organizator walki na tym poziomie zapewnia przyjezdnym jedzenie albo daje na nie pieniądze, bo taki jest jego obowiązek. My nic nie dostaliśmy. Podobnie jest z salą do treningów. Organizujemy wszystko na własną rękę - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" Andrzej Wasilewski, promotor polskiego pięściarza z grupy Bullit KnockOut Promotions.
Sobotnia gala rozpocznie się o godz. 21.30. Półtorej godziny później na ring wyjdą Krzysztof "Diablo" Włodarczyk i Giacobbe Fragomeni.