W meczu z Czarnogórą, który miał ogromne znaczenie w kontekście awansu na mistrzostwa Europy, polscy piłkarze ręczni wystąpili w roli profesorów. Nasze obawy o wynik meczu z nieobliczalnym zespołem z Bałkanów okazały się bezpodstawne, a odważne zapowiedzi rywali były tylko słowami rzucanymi na wiatr.
- Możemy wygrać nawet z taką potęgą, jak Polska. Przed nami trudne zadanie, ale myślę, że na koniec czeka nas wielka radość - przekonywał przed meczem trener Czarnogóry Ranko Popović. - To nasza życiowa szansa. Musimy wykorzystać to, że gramy u siebie - dodawał bramkarza zespołu Goran Stojanović. Ale radosnego końca nie było, a życiowa szansa została zmarnowana.
Polacy pewnie pokonali bałkańską ekipę 31:23 pod koniec meczu już nawet niespecjalnie się starając. Bardzo dobry występ w Niksiciu sprawia, że do awansu na ME w Austrii w 2010 roku wystarczy nam remis w ostatnim meczu z Rumunią w Kielcach.
Polska prasa bardzo dobrze ocenia występ zawodników trenera Bogdana Wenty. "Polacy świetnie spisywali się w obronie, a w ataku wychodziło im niemal wszystko" - pisze "Super Express". "Szybko okazało się, że jest to rywalizacja Dawida z Goliatem, a polscy piłkarze ręczni przewyższają swoich rywali w każdym elemencie gry" - komentuje "Dziennik".
"Gospodarze przez dłuższy czas grali chaotycznie, chcąc wciągnąć w tę szarpaninę Polaków, ale oprócz kilku fragmentów dekoncentracji nic takiego nie nastąpiło" - czytamy w "Przeglądzie Sportowym". Oby pewne zwycięstwo nie uśpiło czujności biało-czerwonych. Za kilka dni czeka ich kolejny trudny mecz. Rumunia to słabsza drużyna od Polski, ale nie wolno jej lekceważyć, bo ma jeszcze o co grać. Dlatego trzeba jeszcze raz wystąpić w roli profesorów.
WP.PL