Mateusz Masternak już w najbliższą sobotę podczas gali we Frankfurcie zmierzy się z Michaelem Simmsem. Będzie to jego pierwsza walka po podpisaniu umowy z niemiecką agencją Sauerland Event. Polski bokser wierzy, że związanie się z tą grupą przybliży go do walki z mistrzem świata federacji WBC - Krzysztofem Włodarczykiem.
Na zawodowym ringu polski pięściarz stoczył 24 walki, z których wszystkie wygrał. 18 z nich zakończyło się nokautem. Na razie federacja WBO klasyfikuje go na siódmej pozycji w wadze junior ciężkiej. Według trenera - Andrzeja Gmitruka - jego podopieczny ma przed sobą wielką przyszłość i będzie w przyszłości mistrzem świata.
Sam Masternak koncentruje się jednak na najbliższej walce, choć przyznaje, że chciałby zmierzyć się z mistrzem świata federacji WBC - Krzysztofem Włodarczykiem i liczy, że pomoże mu w tym związanie się umową z niemiecką grupą Sauerland Event.
- Wydaje mi się, że mój obecny promotor ma większe możliwości i jeśli ta walka będzie się zgadzać promotorom z punktu widzenia biznesowego, to wcześniej czy później do niej dojdzie. Ja osobiście wielokrotnie wyrażałem opinie i chęć takiej konfrontacji. Mam nadzieję, że do tej walki dojdzie, bo myślę, że moglibyśmy dać polskim kibicom naprawdę bardzo dobrą walkę. Myślę, że jak do tej pory mogłoby być to jeśli chodzi o stricte sportowe wydarzenie i boks - największe. Myślę, że byłaby o tej walce inna rozmowa, gdybym to ja zdobył tytuł i zaproponował polską unifikację tytułów - przekonuje w rozmowie z boxingnews.pl Masternak.
Pięściarz odniósł się również do wątpliwej opinii, jaka krąży o jego nowym promotorze, o którym często można usłyszeć, że "drukuje" wyniki walk swoich zawodników. Sam Masternak przyznaje, że w boksie zdarzają się niestety przypadki ustawiania walk. Na pytanie, czy przeszkadza mu taka opinia o Sauerland Event dopowiedział:
- Ciężko powiedzieć, bo jednak boks zawodowy to jest biznes. W każdym kraju występują dyskusyjne wyniki. Fakt faktem, że w Niemczech, u Sauerlanda mają już pare kontrowersji na koncie, ale jeśli popatrzymy na rynek polski czy amerykański to też niektóre werdykty były moim zdaniem takie same albo nawet bardziej brutalne. Jest tak, że Polska jest małym krajem, a może nawet nie małym, tylko polskie media jeszcze nie są tak "głośne" i po prostu nasze przekręty ucichły na naszym podwórku, a przekręty amerykańskie, czy niemieckie idą w świat, na dużo szerszą skalę. Dlatego właśnie dużo się o nich mówi. Niestety jest przykro o tym mówić, ale jest to wpisane w ten sport. Ja, jako zawodnik nigdy nie chciałbym, aby przeze mnie został ktoś krzywdzony, ani ja przez kogoś. Jestem po prostu po drugiej stronie barykady i nie mam na to wpływu - kończy fighter.