Artur Boruc opuścił sobotni mecz z drużyną Kilmarnock w ćwierćfinale Pucharu Szkocji. Polski bramkarz przyleciał do Polski w związku z informacjami o ciężkim stanie zdrowia jednego z najbliższych krewnych.
Celtic wygrał 3:0 po trzech bramkach Robbiego Keane'a, w bramce stał Łukasz Załuska. Tymczasem Boruc za zgodą menedżera Tony'ego Mowbraya udał się do rodzinnych Siedlec. Jeden z najlepszych piłkarzy Scottish Premier League już na początku tygodnia dowiedział się o ciężkiej chorobie krewnego.
- On był totalnie rozbity, był bardzo zżyty ze swoim krewny - mówi dziennikowi "News Of The World" osoba związana z klubem z Glasgow. - Menedżer bez wahania poradził mu polecieć na kilka dni do Polski.
- Członek jego rodziny jest chory, więc jego nastrój nie mógł być dobry - tłumaczył menedżer Tony Mowbray. - Chcieliśmy, aby poleciał do Polski, do rodziny. Nie było problemu, by dać mu wolne.
- Nie znam szczegółów tej sprawy - mówi informator "News Of The World". - Uważam, że Artur do weekendu powinien wrócić do klubu.
To kolejny z rodzinnych dramatów u polskiego bramkarza. We wrześniu 2006 roku w wypadku samochodowym zginęła kuzynka Artura Boruca - Małgorzata. Miesiąc później na raka zmarł wujek bramkarza "The Bhoys". Boruc przyleciał z Glasgow na jego pogrzeb. Tym razem poleciał odwiedzić ciężko chorego członka rodziny. W ostatnich latach życie rodzinne jednego z najlepszych polskich bramkarzy było naznaczone smutnymi wydarzeniami.
- Artur udał się do Polski mając pełne poparcie klubu - potwierdził rzecznik Celticu. - Życzymy jemu i jego rodzinie wszystkiego najlepszego - oni są w naszych myślach i modlitwach.