Artur Boruc odszedł do Fiorentiny, a dla Łukasza Załuski wreszcie mogą nadejść tłuste czasy. Do tej pory pozostawał w cieniu rodaka, teraz wszystko wskazuje na to, że będzie numerem jeden w Celtiku.
Boruc to jeden z najlepszych przyjaciół Załuski, chociaż wiele ich dzieli. Boruc to głośny, kontrowersyjny człowiek, który zawsze był w centrum wydarzeń, Załuska nie lubi zamieszania wokół swojej osoby. Jest spokojny i cichy.
W ostatnim sezonie musiał zagryźć zęby i zasiąść na ławce rezerwowych. Wszystko zmieniło się kilka dni temu, kiedy na lotnisku w Londynie Artur Boruc wsiadł na pokład samolotu do Florencji, podczas gdy reszta drużyny poleciała na turniej do USA. Po transferze "Borubara" to właśnie Załuska będzie prawdopodobnie numerem jeden w drużynie 28-letniego menedżera Neila Lennona.
Załuska zrobi wszystko, żeby pokazać, że Celtic nie potrzebuje jeszcze jednego bramkarza. Chce wygrać rywalizację z Dominikiem Cervi. Zagrał w trzech przedsezonowych sparingach i zaprezentował się w nich dobrze. W środę będzie bronił bramki Celtiku podczas meczu towarzyskiego ze Sportingiem Lizbona. To będzie doskonała okazja by udowodnił, że "istnieje życie po odejściu świętego bramkarza".
- Artur jest moim wielkim przyjacielem, w Celtiku był dla kibiców legendą i na pewno na zawsze nią pozostanie. Jego decyzję o odejściu trzeba uszanować. Będzie mi go brakowało, ale jednocześnie to dla mnie duża szansa. Jestem gotowy, by być numerem jeden - mówi sam bramkarz.
- Od Artura nauczyłem się wiele, za co mu dziękuję - dodaje Załuska. Przed Celtikiem niebawem ważne mecze - szkocki zespół będzie walczył o Ligę Mistrzów z portugalską Bragą. - To mocna drużyna, grają techniczną piłkę, ale my każdego dnia ciężko pracujemy i czas pokaże, jak przygotowaliśmy się do tej walki - kończy golkiper cytowany przez "Daily Record".
mch