Organizm jest przeciążony. Na takich obrotach nie jestem w stanie grać przez okrągłe 12 miesięcy, dlatego tak bardzo walczę o miesięczny urlop po zakończeniu ligi - mówi Mariusz Wlazły.
Mistrzowie Polski, siatkarze BOT Skry Bełchatów rozpoczęli walkę w pierwszej rundzie fazy play off Ligi Mistrzów od dwumeczu z hiszpańskim zespołem Palma de Mallorca. - Nasze ambicje sięgają turnieju finałowego, choć zdajemy sobie sprawę z tego, że droga przed nami jeszcze daleka i wyboista - powiedział w rozmowie ze „Sportem” atakujący BOT Skry Bełchatów, Mariusz Wlazły. - Pierwszy mecz z Mallorką był nierówny, choć zapewnił kibicom emocjonujący spektakl. Obie drużyny popełniły dużo błędów, ale stawka meczu i presja wszystko tłumaczą. Dobrze, że udało nam się wygrać dwa sety, bo dają nam one przewagę przed meczem rewanżowym.
Hiszpańskie gazety pisały głównie o panu i Piotrze Gruszce, i to was najbardziej się obawiano.
Piszą, bo pewnie akurat nas znają z drużyny narodowej, która nie tak dawno wywalczyła wicemistrzostwo świata. Jednak tak naprawdę dopiero po meczu nas poznali. Bardzo chcieliśmy zaprezentować się z jak najlepszej strony i wywieźć z boiska rywala jak najkorzystniejszy rezultat przed rewanżem w Bełchatowie. Myślę, że to się nam udało.
Hiszpanie, podobno tak jak wy, cieszyli się z losowania.
Powiem tak, w tej fazie nie ma już słabeuszy, nikt tu przypadkiem się nie znalazł, ale tak się utarło, że nikt nie chce trafić na Rosjan i Włochów, a przynajmniej oby jak najpóźniej. Palma wygrała swoją grupę, więc z pewnością słaba nie jest. Takim samym „czarnym koniem” są Belgowie z Rooselare. W wielu przypadkach będzie się liczyła dyspozycja dnia i jak zawsze potrzebne jest szczęście. Trema beniaminka z ubiegłego sezonu już za nami. Czujemy się mocni i pewni tego co potrafimy.
Podobała się panu Majorka?
Niestety nie byliśmy tu turystycznie, tylko przyjechaliśmy walczyć. Zwiedzać będziemy w innym czasie. Jednak widok z okna hotelu na Morze Śródziemne robi wrażenie, a temperatura - 20 stopni w połowie lutego - też zachęca.
Skurcze nadal się pojawiają?
Pobrano mi przed odlotem na Majorkę włos do badania. W łódzkiej klinice Salve laboratorium przeprowadzi analizę pierwiastków śladowych, która mam nadzieję wyjaśni wreszcie co mi dolega i da wskazówki, jak mnie dalej leczyć. Skurcze się powtarzają i jest to niepokojące. Organizm jest przeciążony. Na takich obrotach nie jestem w stanie grać przez okrągłe 12 miesięcy, dlatego tak bardzo walczę o miesięczny urlop po zakończeniu ligi. I naprawdę tego sobie z palca nie wyssałem, nikomu nie życzę takiego bólu, jaki czuję przy skurczach mięśni, jakby je ściskały kleszcze. W sobotę czekają mnie kolejne badania, a potem kilka dni spokojniejszego treningu.
Pojawiła się opcja przeprowadzenia turnieju finałowego Ligi Światowej w Polsce. Może więc uda się ten problem spokojnie rozwiązać...
Gdyby informacje się potwierdziły i faktycznie finał odbyłby się w Polsce, a nie we Włoszech, to jako organizator mielibyśmy zapewnione miejsce w finale z urzędu. Tym samym grupowe rozgrywki można by było potraktować ulgowo, a ja bym odpoczął. W przeciwnym razie mówię szczerze, że nie dam rady. Organizmu nie da się oszukać - chory i niesprawny nie przydam się reprezentacji, to chyba jasne. Mam nadzieję, że znajdziemy najlepsze wyjście. Bardzo bym tego chciał.
Rozmawiała Małgorzata Gotowiec