Po niesamowitym spotkaniu AZS Politechnika Warszawska 3:2 pokonała
w Częstochowie ekipę Tytana AZS. Stołeczni dokonali "niemożliwego"! Choć przegrywali 0:2
i 18:24, dzięki kapitalnej zmianie Pawła Mikołajczaka odwrócili losy meczu. Do Warszawy
wrócą zatem z jakże cennymi dwoma punktami!
W częstochowskiej hali Polonia kibice zakładali już kurtki. Siatkarze Tytana byli o krok
od zwycięstwa. Wystarczyło postawić kropkę nad „i”. Choć próbowali, starali się, dwoili i troili,
nie mogli powstrzymać stojącego w polu zagrywki Pawła Mikołajczaka. Za sprawą swojego
rezerwowego atakującego „Inżynierowie” zdobyli siedem punktów z rzędu. Chwilę później cieszyli się już ze zwycięstwa w secie. W następnych dwóch partiach natomiast, pewni siebie, z dużą dawką energii, bawili się siatkówką i spokojnie punktowali rywali. W czwartej partii rozgromili gospodarzy 25:17, a w tie-breaku pewnie wygrali 15:9.
– To co zrobił Paweł Mikołajczak... prawdziwa euforia – podsumował rozemocjonowany drugi trener Politechniki, Jakub Bednaruk. – Rozegrałem w życiu setki meczów. Jeszcze więcej obejrzałem. Ale takiego spotkania nigdy wcześniej nie widziałem – dodał.
Pierwszy punkt w meczu mocnym atakiem z lewego skrzydła zdobył Krzysztof Gierczyński.
Jeszcze mocniejszymi zbiciami odpowiedział Grzegorz Szymański i Politechnika wyszła
na pierwsze w spotkaniu prowadzenie. Dalej obserwować można było walkę punkt za punkt.
Efektownymi atakami imponowali Krzysztof Wierzbowski i Dawid Murek. Seria przerwana została po pierwszej przerwie technicznej. Łukasz Wiśniewski blokiem zatrzymał najpierw Szymańskiego, a później Wojciecha Żalińskiego i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 10:8.
As serwisowy Krzysztofa Gierczyńskiego dał częstochowianom kolejne „oczko” przewagi; 12:9. Nie zraziło to jednak stołecznych. Po bloku Ardo Kreeka na Bartoszu Janeczku tracili oni do rywali tylko jeden punkt; 13:12. W tym momencie w ich grze coś się zacięło. Z własnych błędów oddali rywalom aż trzy punkty z rzędu; 16:12. Po kolejnej pomyłce – autowym ataku Wojciecha Żalińskiego – przy wyniku 19:14 dla gospodarzy o czas poprosił Radosław Panas. Trener warszawian zdecydował się też na zmianę. Wojciecha Żalińskiego zastąpił Vid Jakopin. Słoweniec jednak od razu po wejściu na boisko zaatakował w aut; 22:16. Błąd kolegi powtórzył Grzegorz Szymański. Chwilę później
było już po secie. Częstochowianie po skutecznym ataku Janeczka zwyciężyli 25:18.
Do drugiej partii Politechnika przystąpił z Videm Jakopinem w wyjściowym składzie.
Słoweniec dwoma potężnymi atakami po skosie dał „Inżynierom” prowadzenie 4:2. Po asie
serwisowym Ardo Kreeka, który sprytnym zagraniem zaskoczył przyjmujących Tytana, było 5:2. Przewaga stołecznych utrzymała się do pierwszej przerwy technicznej, na którą zespoły atakiem sprowadził Marcin Nowak; 8:5. Po wznowieniu gry warszawianie momentalnie stracili całą wcześniej wypracowaną różnicę. Atak w siatkę Jakopina dał prowadzenie 10:9 graczom spod Jasnej Góry.
Przy wyniku 15:13 dla gospodarzy, po błędzie przyjęcia zagrywki Bartosza Janeczka,
Słoweniec opuścił boisko. Nie tylko on miał jednak słabszy dzień. W tej fazie meczu nie radził
sobie również Krzysztof Wierzbowski, który zepsuł dwa ataki z rzędu; 18:14 dla Tytana.
Zawodnicy Marka Kardosa nie wypuścili już z rąk szansy na zwycięstwo w secie. Prowadzeni
przez Dawida Murka i Krzysztofa Gierczyńskiego pokazali swoją wyższość nad rywalami
ze stolicy. Partię autowym zbiciem zakończył Wojciech Żaliński; 25:19 dla Tytana.
Do trzeciego seta stołeczni przystąpili z wyraźnie podciętymi skrzydłami. Po dwóch
przegranych setach spuścili głowy i nie potrafili zaprezentować nawet połowy tego, co naprawdę potrafią. W konsekwencji tracili kolejne punkty. Na drugiej przerwie technicznej po autowym ataku Vida Jakopina, który tym razem zastąpił Krzysztofa Wierzbowskiego, warszawianie przegrywali już 11:16. Choć po wznowieniu nieco poprawili grę, nie potrafili nawet zbliżyć się do graczy Tytana, których do zwycięstwa prowadził Krzysztof Gierczyński. Radosław Panas sytuację ratować próbował jeszcze czasem i zmianą. Na boisku za słabo spisującego się Grzegorza Szymańskiego pojawił się Paweł Mikołajczak. Rezerwowy atakujący zepsuł jednak dwa ataki z rzędu i gospodarze mieli piłkę meczową; 24:18.
Mikołajczak nie zwiesił głowy. Choć Politechnika była w patowej sytuacji, on ciągle wierzył w zwycięstwo. Najpierw skończył atak, a następnie stanął w polu zagrywki. Swoimi zagraniami utrudnił życie przyjmującym rywali, co skrzętnie na siatce wykorzystał Marcin Nowak. Mikołajczak nadal nie zwalniał ręki. Dwoma asami serwisowymi
doprowadził do stanu 24:23. Następną zagrywką wymusił na przeciwnikach akcję sytuacyjną, którą autowym atakiem zakończył Bartosz Janeczek; na tablicy był remis po 24. Chwilę później Janeczek nadział się na blok Wojciech Żalińskiego i to Politechnika miała piłkę setową.
Pierwszą obronili gospodarze. Przy drugiej zaś sami sprezentowali punkt Politechnice. Łukasz Wiśniewski zaatakował w aut i „niemożliwe” stało się faktem. Politechnika wygrała seta, którego nie miała prawa wygrać. Nieprawdopodobna końcówka poprzedniej partii natchnęła do gry siatkarzy Politechniki. Złapali wiatr w żagle i nabrali pewności siebie. Zaczęły im wychodzić niemal wszystkie akcje. Częstochowianie zaś popełniali błąd za błędem. Marek Kardos rotował składem.
Na boisku pojawił się Michał Kamiński, ale i on nie potrafił przełamać defensywy stołecznych. Szybko powrócił na ławkę rezerwowych. Tymczasem na prawdziwego bohatera na boisku wyrastał Paweł Mikołajczak; 14:8. Gospodarzom nie pomógł czas ani zmiana rozgrywających. „Inżynierowie” pokazywali swoją prawdziwą twarz. Grali na luzie, z polotem. Ataki kończył nie tylko Mikołajczak. Dzielnie wspierali go Marcin Nowak oraz Vid Jakopin. W obronie natomiast „szalał” Damian Wojtaszek; 17:12. Warszawianie, mimo dużej przewagi, nie odpuszczali nawet na chwilę. Bloki Vida Jakopina na Bartoszu Janeczku i Marcina Nowaka na Łukaszu Wiśniewskim dały podopiecznym Radosława Panasa piłkę setową; 24:16. Obronili ją jeszcze gospodarze, ale w następnej akcji zagrywkę zepsuł Wiśniewski. Politechnika wygrała seta 25:17 i doprowadziła do remisu w meczu 2:2.
Tie-breaka lepiej rozpoczęli siatkarze Tytana. Po bloku na Wojciechu Żalińskim prowadzili
3:1. Stan seta jednak szybko wyrównał się – autowy atak Dawida Murka doprowadził do remisu 4:4. W następnej akcji Marcin Nowak i Vid Jakopin blokiem zatrzymali Bartosza Janeczka. Na zagrywkę poszedł wówczas Żaliński i nie dał żadnych szans Adrianowi Stańczakowi; 6:4 dla Politechniki. O czas poprosił Marek Kardos. Słowacki szkoleniowiec nie wybił jednak z rytmu stołecznych. Ci grali jak z nut. Podbijali w obronie piłki, które wydawały się niemożliwe do podbicia. Kontry na punkty zamieniał natomiast Żaliński, któremu pomagali... sami częstochowianie. Mylili się oni nie tylko na siatce, ale i w polu zagrywki; 11:8 dla Politechniki. W kolejnej akcji w aut uderzył Łukasz Wiśniewski, a chwilę później po niesamowitej obronie Vida Jakopina kontrę po sprytnym plasie wykorzystał Wojciech Żaliński; 13:8.
Po skutecznej krótkiej Marcina Nowaka Politechnika miała piłkę meczową. Od razu wykorzystał ją Żaliński, który huknął jak z armaty i zakończył spotkanie.
MVP meczu wybrany został Paweł Mikołajczak. – Nie mogło być inaczej – ocenił Jakub
Bednaruk. – Miki pokazał charakter. Wykonał dziś kawał dobrej roboty – zakończył.
Tytan AZS Częstochowa - AZS Politechnika Warszawska 2:3 (25:18, 25:19, 25:27, 17:25, 9:15).
Tytan AZS Częstochowa: Fabian Drzyzga (4), Krzysztof Gierczyński (16), Bartosz Janeczek (12), Dawid Murek (15), Wojciech Sobala (9), Łukasz Wiśniewski (11), Adrian Stańczak (libero) oraz Adrian Hunek, Michał Kamiński (2), Jakub Oczko.
AZS Politechnika Warszawska: Ardo Kreek (9), Marcin Nowak (10), Patrick Steuerwald (2), Grzegorz Szymański (10), Krzysztof Wierzbowski (14), Wojciech Żaliński (14), Damian Wojtaszek (libero) oraz Vid Jakopin (9), Paweł Mikołajczak (10), Maciej Zajder.