Szukaj


Kobryn: nie spoczniemy na laurach


PAP | 2012.02.01 22:30
  A A A
 
Awans Wisły Can-Pack Kraków do play off Euroligi koszykarek to według kapitana mistrzyń Polski Eweliny Kobryn pierwszy krok do realizacji celu, jakim jest udział w turnieju finałowym. W grupie C Wisła zajęła drugie miejsce, wygrywając 10 z 14 meczów.

PAP: Jak ocenia pani występ swojej drużyny w pierwszym etapie Euroligi koszykarek?

Ewelina Kobryn: Na razie wszystko przebiega po naszej myśli, tak jak zakładałyśmy. Awansowałyśmy z dobrym bilansem zwycięstw i czekamy na rywala w play off. To, że cieszymy się z sukcesu w pierwszym etapie, nie oznacza, że spoczniemy na laurach. To pierwszy krok do realizacji celu postawionego przed sezonem, czyli udziału w turnieju Final Eight w Stambule.

PAP: Na którą drużynę nie chciałaby pani trafić w fazie, której stawkę jest awans do Final Eight?.

EK: Na murowanych faworytów, ale to nam nie grozi, bo jesteśmy w czołówce rankingu. Na pewno nie chciałabym "wpaść" na CCC Polkowice, gdyż to automatycznie eliminowałoby jedną z polskich drużyn z występu w finale. Marzy mi się gra obu naszych zespołów w turnieju w Stambule. Trzymam kciuki za CCC i mam nadzieję, że to samo robią koszykarki z Polkowic.

PAP: Rywalizacja w play off, gdy może dojść do trzech meczów w ciągu ośmiu dni, to prawdziwy sprawdzian siły. Co jest w niej najważniejsze?

EK: Koncentracja i świadomość stawki. Owszem czuje się zmęczenie, także podróżą, jeśli trafi się na zespół z Rosji czy Hiszpanii, ale nie ono decyduje o końcowym wyniku. Zespół musi grać konsekwentnie, bez przestojów czy dekoncentracji. Każda zawodniczka, gdy wychodzi na parkiet, musi mieć poczucie, że to od niej zależą losy spotkania i dać z siebie więcej niż sto procent.

PAP: Ostatni mecz grupowy z Gospic Croatia miał niecodzienny przebieg. Wisła prowadziła 24:5 w pierwszej kwarcie, a w połowie ostatniej miała pięć punktów straty do rywalek.

EK: To był dziwny mecz, bo jego wynik nie miał wpływu na końcową kolejność. Oczywiście chciałyśmy wygrać dla naszych kibiców, dla siebie, by w dobrej atmosferze zakończyć tę fazę. Za wysoko prowadziłyśmy na początku i dlatego wkradło się w nasze poczynania trochę rozluźnienia. Rywalki trafiły kilka razy z dystansu, u nas nie było pomocy w obronie i zrobiła się nerwowa końcówka. Na szczęście dla nas z happy endem.


Polub nas na Facebooku:


oceń
2
0
Podziel się




  • Skomentuj
  • WP.PL

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!