Po niedawnych wydarzeniach w Tybecie,
niektórzy politycy - prezydenci i premierzy zrezygnowali z udziału
w ceremonii otwarcia igrzysk w Pekinie. Parlament Europejski
dopuszcza bojkot uroczystości 8 sierpnia przez przywódców unijnych
państw.
Nieobecność na inauguracji zapowiedzieli m.in.: kanclerz Niemiec
Angela Merkel, prezydenci - Polski Lech Kaczyński, Czech Vaclav
Klaus, Niemiec Horst Koehler; premierzy - Polski Donald Tusk,
Czech Mirek Topolanek, Litwy Gediminas Kirkilas, Wielkiej Brytanii
Gordon Brown.
Przybycie do stolicy Chin planuje natomiast prezydent Stanów
Zjednoczonych George Bush.
Parlament Europejski dopuszcza bojkot uroczystości
inauguracyjnych przez przywódców państw Unii Europejskiej, jeśli
władze Chin nie wznowią dialogu z dalajlamą.
Choć przyjęta w Brukseli 10 kwietnia rezolucja nie jest wiążąca,
szef unijnej dyplomacji Javier Solana, który początkowo zapowiadał
wyjazd do Pekinu, oświadczył, że podporządkuje się ewentualnej
decyzji UE.
"Poprzednie przypadki mieszania igrzysk z polityką nie kończyły
się zbyt dobrze" - powiedział, przypominając bojkot olimpiady w
Moskwie i Los Angeles. "Ale jeśli będzie wspólne stanowisko UE w
tej sprawie, to się mu podporządkuję" - oświadczył Solana.
Rząd chiński poinformował 10 kwietnia, że na uroczystość otwarcia
igrzysk nie przybędzie sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun.
Jako pierwszy z przywódców unijnych krajów deklarację rezygnacji
z udziału w ceremonii 8 sierpnia ogłosił Donald Tusk. "Obecność
polityków na inauguracji igrzysk wydaje mi się niestosowana" -
powiedział premier, którego poparli inni polscy politycy.
Podobną decyzję podjął prezydent RP Lech Kaczyński, a minister
sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki zapewnił, że do Pekinu na
ceremonię otwarcia nie pojedzie nikt z polskiego rządu.
W politycznej reprezentacji Niemiec również zabraknie
najważniejszych osób w państwie. Ani Merkel, ani Koehler nie
planują wizyty w sierpniu w stolicy Chin. Natomiast prezydent
wybiera się na wrześniowe igrzyska paraolimpijskie.
Podróż do Pekinu zamierza odbyć premier Wielkiej Brytanii, ale
nie weźmie udziału w ceremonii otwarcia, a jedynie zamknięcia,
jako że gospodarzem następnych igrzysk w 2012 roku jest Londyn. W
uzasadnieniu tej decyzji przypomniał, że Dalajlama pomimo łamania
przez Chiny praw człowieka w Tybecie odżegnał się od bojkotu.
W oświadczeniu czeskiego prezydenta napisano: "Na igrzyska do
Chin nie jadę, ale moją motywacją nie jest grożenie. Nie jestem
też pewny, czy nieobecność polityka na ceremonii otwarcia może być
ostrzeżeniem. Tym bardziej polityka kraju, które ma sto
trzydzieści razy mniej obywateli".
Premier Litwy zachęcił innych do podjęcia podobnej decyzji.
"Wyrażając solidarność z Tybetem przywódcy państw powinni
zrezygnować z udziału w uroczystości otwarcia. Jednak zaznaczam,
że igrzyska powinny się odbyć. Nie należy mylić polityki ze
sportem" - powiedział Kirkilas.
Podobnej argumentacji, ale z całkowicie innym skutkiem użył
prezydent Stanów Zjednoczonych. Bush utrzymuje, że będzie
uczestniczył w inauguracyjnym święcie 8 sierpnia, ponieważ
igrzyska to wydarzenie sportowe, a nie polityczne.
Jednoznacznej opinii w tej sprawie nie wyraziły jeszcze głowy
takich państw jak Francja czy Japonia.
Prezydent Nicolas Sarkozy nie wykluczył bojkotu ceremonii
otwarcia, podobnie jak cesarz Akihito, o czym poinformowała
miejscowa prasa.
Stanowisko w tej kwestii zajął również Watykan. Przewodniczący
Papieskiej Rady Iustitia et Pax (Sprawiedliwość i Pokój) kardynał
Renato Martino oświadczył, że udział w igrzyskach w Pekinie jest
kwestią sumienia.
"Każdy sportowiec, polityk i głowa państwa rozważy sam, czy
pojechać czy nie pojechać" - powiedział watykański hierarcha.
Swoje zdanie na temat nieuczestniczenia polityków różnych państw
w tej uroczystości wyraził przewodniczący Międzynarodowego
Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge.
"Odczekajmy, ale jeśli naprawdę tak się stanie to reprezentanci
poszczególnych krajów na pewno będą zawiedzeni, jednak jakość
zawodów na tym nie ucierpi. To nie politycy bowiem odgrywają na
igrzyskach najważniejszą rolę, a właśnie sportowcy" - stwierdził
66-letni Belg.