Trener Marty Domachowskiej Paweł Ostrowski zrezygnował ze współpracy z tenisistką. Szkoleniowiec powiedział Rzeczpospolitej, że zawodniczka przestała darzyć go zaufaniem, a on sam stracił w jej oczach autorytet.
Podjął pan decyzję o rozstaniu z Martą Domachowską. Który to już raz?
PAWEŁ OSTROWSKI: Odchodziłem i wracałem pięć razy. Teraz odchodzę z własnej woli, po rozmowie z Martą i jej sponsorem, bo nie widzę sensu dalszej współpracy. Nie potrafię już znaleźć wspólnego języka z Martą. Nie wiem, czym jest to spowodowane, ale straciłem w jej oczach autorytet.
W oczach zawodniczki, czy może jej sponsora i rodziców?
Ani sponsor, ani rodzice nie mieli nigdy wpływu na moje relacje z Martą. Powodem mojego odejścia nie jest konflikt z nimi. Miałem ostatnio absolutną swobodę działania.
Czy Domachowska może być jeszcze zawodniczką ze ścisłej światowej czołówki?
Tak, jeśli znajdzie kogoś, komu zaufa, kto będzie miał autorytet w środowisku tenisowym i będzie Marcie imponował. Ona musi mieć mentora i przewodnika. Drugi warunek sukcesu, to przynajmniej dwuletni kontrakt z nowym trenerem. O innym w ogóle nie ma co rozmawiać.
Taki człowiek kosztuje. Czy sponsor jest na to przygotowany?
Tak, rozmawiałem z panem Kazimierzem Jannaszem. Wciąż jest przekonany, że Marta ma ogromne możliwości i postara się ją przekonać do nowych rozwiązań.
Więcej w "Rzeczpospolitej"