2011 rok upłynął pod znakiem nowej ery w Śląsku Wrocław. Ery, na którą fani „Wojskowych” czekali 24 lata. Tułając się gdzieś po boiskach w Czarnowąsach, Kietrzach, czy Makoszowach wypatrywano czasów, gdy od zdjęć WKS-u będą rozpoczynać się sportowe wydania gazet. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Teraz ci sami kibice, którzy ściskali kciuki za awans do finału szczebla okręgowego Pucharu Polski, liczą, że w 2012 roku ich zespół wystartuje w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Przypomnijmy sobie, jak upłynęło ostatnie 12 miesięcy we wrocławskim klubie:
STYCZEŃ
Podczas zimowego mercato nie doszło w Śląsku do głośnych transferów. Na Oporowską trafił nikomu bliżej nieznany Słoweniec, Elsner. Długo musiał walczyć o uznanie w oczach Lenczyka, jednak gdy trener się na nim poznał „Rocky” mógł być spokojny o swoją przyszłość w klubie. Rotacja nastąpiła także wśród bramkarzy – Wojciech Kaczmarek ruszył pod Wawel, by ratować Cracovię przed spadkiem, a jego miejsce zajął Rafał Gikiewicz. Nowy golkiper, wraz z bratem bliźniakiem zadbali o to, by w szatni Śląska nie zapadła cisza. – Oni dużo nie mówią, ponieważ mówią cały czas – to słowa Sebastiana Mili.
LUTY
Bałkańska schizma w Śląsku. Niepokorny Serb, Vuk Sotirović poprzez pięści próbował rozwiązać swój konflikt z Remigiuszem Jezierskim. Orest Lenczyk zareagował natychmiastowo – Vuk przed czasem opuścił cypryjskie zgrupowanie, by zameldować się na „dywaniku” u prezesa. Chwilę później miał miejsce kontrowersyjny wywiad, gdzie Serb dał do zrozumienia, jak ciężko współpracuje się ze szkoleniowcem. Na trenerze „wieszano psy” po tej decyzji. Sugerowano, że Sotirović to najskuteczniejszy napastnik w klubie, ulubieniec kibiców. Jednak wystarczyło kilka meczów rundy wiosennej, by eksperci uznali, że rację miał Lenczyk. Snajper obrał kierunek północno-wschodni, jednak i z Michałem Probierzem nie było mu po drodze.
A kto uzupełnił lukę w napadzie? „Last minute” do drużyny trafił rodak Sotirovicia, Ljubisa Vukelja. Klub trafił kulą w płot, pozyskany napastnik był jednym z większych niewypałów na transferowym rynku.
MARZEC
Inauguracja wiosny wypadła blado. Do Wrocławia wrócił Wojtek Kaczmarek i z marszu został bohaterem Cracovii. Śląsk raził nieskutecznością, tracąc punkty z ostatnią drużyną w tabeli. Konsternacja na trybunach. Czy znów będziemy bić się o utrzymanie? – pytali fani. W następnym spotkaniu wrocławianie pojechali do lidera z Białegostoku, chciałoby się powiedzieć „na gorący teren”, jednak temperatura powietrza na to nie wskazywała. Śląsk był lepszy, Śląsk stwarzał sytuacje i Śląsk mógł wygrać, ale swoją „cegiełkę” dołożył tego dnia sędzia Małek.
Co się nie udało w dwóch poprzednich meczach, zdało egzamin w stolicy. Zespół Lenczyka ogrywa Legię, a trzy piękne bramki mogłyby być ozdobą niejednego finału Ligi Mistrzów. – Nikt nie jest nam straszny – mówi Sebastian Mila i rzeczywiście, wiosną rozpędzony Śląsk nie przegrał meczu z żadnym czołowym klubem w lidze!
Na kolejny łup wrocławianie czekali do następnego meczu, tym razem padło na Lechię. – Śląsk grał zachowawczo – powiedział po spotkaniu Tomasz Kafarski. Aż dziw bierze, że kilka miesięcy później „Kafar” odbył staż pod okiem Oresta Lenczyka. Czyżby styl gry WKS-u nagle przypadł do gustu byłemu opiekunowi Lechii?
- Smuda to prostak! Jak można nie powołać Przemka do kadry – grzmiał Jan Tomaszewski po ogłoszeniu przez selekcjonera składu na marcowe mecze towarzyskie. Kaźmierczak imponował formą, a „Franz” argumentował swoją decyzję zarzucając piłkarzowi słabe wyszkolenie techniczne. – Kaźmierczak jest drewniany – mówił selekcjoner. Ach, gdyby Eugen Polanski był równie „drewniany” nie miałby na swoim koncie zaledwie dwóch strzelonych goli w Bundeslidze…
KWIECIEŃ
Pogromcy Manchesteru City nie znaleźli recepty na podopiecznych Oresta Lenczyka. Przy Bułgarskiej w Poznaniu Śląsk gra z rozmachem, cios za cios, gol za gol, a ostatni akord mógł należeć do wrocławian, gdyby tylko Madej uderzył ciut dokładniej. - Byliśmy w niebie, piekle, później na ziemi, aż w końcu była szansa wrócić do nieba, ale chmury nam przesłoniły drogę – spuentował spotkanie „Oro Profesoro”.
Meldunek z klubu: czy Lenczyk będzie chciał przedłużyć wygasający w czerwcu kontrakt? I druga kwestia: czy nowy stadion będzie oddany do użytku przed startem następnego sezonu?
A co miało miejsce później? Śląsk rozegrał trzy mecze na własnym boisku, grał w kratkę. Remis z Widzewem wyrwany dzięki „wejściu smoka”, a raczej wprowadzeniu Madeja w drugiej połowie. Następnie porażka z Koroną, a na zakończenie triatlonu przy Oporowskiej pyrrusowe zwycięstwo nad Wisłą Kraków. Wrocławianie okazali się lepsi od „Białej Gwiazdy”, jednak do końca sezonu stracili Łukasza Gikiewicza i Przemysława Kaźmierczaka. Po końcowym gwizdku Orest Lenczyk pokazał, że sprawności fizycznej nie stracił nawet, gdy na świecie zameldowały się wnuki. Z radości wykonał efektowny przewrót w przód.
MAJ
Śląsk pnie się w tabeli, jednak wszystkich wciąż nurtuje kwestia przyszłości klubu. Co będzie jeśli władze nie dogadają się z Lenczykiem? Remis z Polonią Bytom został przyjęty jako strata dwóch punktów. Powodów porażki próbował doszukiwać się Piotrek Ćwielong: - Jest niedziela, siedemnasta, pogoda też nie dopisuje ...
Słaba gra z Polonią nie odbiła się czkawką w Lubinie, gdzie Śląsk po raz kolejny udowodnił swoją wyższość nad rywalem zza miedzy. Derby regionu przysporzyły sporo emocji. Po meczu zadecydowano, że stadiony we Wrocławiu i Lubinie będą zamknięte na najbliższe spotkania. Obiekt przy Oporowskiej, który kilka miesięcy wcześniej otrzymał miano najbezpieczniejszej ligowej areny w kraju nie spełnił wymogów bezpieczeństwa. Kontrowersyjna decyzja? Mało powiedziane…
Przy pustych trybunach Śląsk ograł GKS Bełchatów, a po ostatnim gwizdku sędziego piłkarze pobiegli w stronę bram wejściowych, by wraz ze zgromadzonymi tam kibicami świętować trzy punkty. Kilka dni później ekipa Lenczyka doznała bolesnej porażki w Zabrzu. Dwa samobójcze ciosy Śląska pozwoliły Górnikowi włączyć się do walki o europejskie puchary.